♦DANE INFORMACYJNE♦




Związek Sybiraków
Koło Terenowe w Lubaczowie

ul. Słowackiego 34a
37-600 LUBACZÓW
/budynek Spółdzielni Mieszkaniowej/

DYŻURY

w czwartek od godz. 11:00 do 12:00

sybiracy.lubaczow@gmail.com


Translate

Szukaj na tym blogu




Do Młodych!

Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się
od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

.

wtorek, 31 stycznia 2017

Zniewolone dzieciństwo-Donat Poważyński


                                                                          

                              Zniewolone dzieciństwo-Donat Poważyński

Okres po drugiej wojny światowej, sprawił, że mieszkańcy tzw. Kresów Wschodnich mieszkają obecnie w różnych rejonach naszego kraju, a wśród nich są także mieszkańcy Słonima, miasta mojego dzieciństwa. Niewielu z ich za-pewne jeszcze dzisiaj pamięta, że Słonim leży w dolinie Szczary przy ujściu do niej Issy i zaliczany jest do najstarszych oraz sławnych miast kresowych ziem Rzeczpospolitej. Jego dzieje wypełnione były zróżnicowanymi etnicznie ple-mionami, walkami o prymat władzy, rozwojem i upadkami następującymi po zbrojnych najazdach. Z miastem związane są postaci najrozmaitszej maści – przedstawiciele rodów rycerskich, osoby świeckie i duchowne żyjące w okresie gdy czas miecza i walki był silnie powiązany z tą ziemią i miał ogromne znaczenie w jej rozwoju. Pojawiają się one w różnych sekwencjach bezpowrotnie minionych stuleci, nieraz z ostrością konturów, z których jedne czas wyostrzył, drugie skutecznie zatarł.

Dość wspomnieć, a dobrze to pamiętam, że w okresie międzywojennym z wieży strażackiej Słonima, codziennie o godzinie dwunastej rozlegał się hejnał Ogińskiego. Imię tego zacnego włodarza Michała Kleofasa Ogińskiego no-siła też jedna z ulic oraz kanał, który zawdzięczał swoje powstanie tej zacnej postaci związanej z dziejami miasta. Kanał ten łączył Dniepr z Niemnem przez Szczarę i jezioro Wyganowskie. W latach 1867-1883 spławiano nim drewno do Morza Bałtyckiego. Ziemia Słonimska przechodziła 



poniedziałek, 30 stycznia 2017

Z rozkazu najwyższych władz…- Bohdan Rudawiec


                                                                           

                       Z rozkazu najwyższych władz…-Bohdan Rudawiec

Byliśmy normalną polską rodziną z rodowodem i tradycjami patriotycznymi, tata nauczyciel, kierownik szkoły, mama nauczycielka pisarka, poetka i aktorka, siostra Halinka gimnazjalistka lat 14, no i ja Bohdanek 5 lat. Miejsce zamieszkania Grodno – Polska. Wszystko jeszcze było przed naszą młodą rodziną, cele, zamiary, marzenia. Dla mnie rodzice przygotowywali świetlaną przyszłość. Wybuch wojny i wkroczenie Armii Czerwonej do Polski i do Grodna zniweczył całkowicie wszystkie ich plany. Rozpoczęły się represje, przesłuchania i aresztowania a następnie zesłania na Syberię.

Tata został aresztowany za patriotyzm i ratowanie polskich książek, które przez okupanta sowieckiego przeznaczone były na spalenie. Za tę „zbrodni ę” przeciwko Związkowi Sowieckiemu zesłano go do łagru. Mamę, przyjaciele i znajomi ostrzegali przed dalszymi represjami ze strony NKWD, co w stosunkowo krótkim czasie sprawdziło si ę. Zaczęli nas odwiedzać tajniacy wyrażając chęć kupna różnych rzeczy jak: dywanu perskiego, lisa srebrnego, futer. Mama jeszcze tego nie zrozumiała co nam grozi, ale był to już widoczny znak, że jesteśmy na liście do wywózki, a ci ludzie mieli ju ż tę świadomość.

Pierwsze transporty z deportowanymi odjechały z Grodna już w lutym 1940 r., a my za namową najbliższych przyjaciół mieliśmy się przenieść na wieś i tam się ukryć. Ponieważ mama po długich staraniach dostała zezwolenie od władz więzienia na przekazanie ojcu paczki w dniu 14 kwietnia, nasza ucieczka musiała się o kilka 



sobota, 28 stycznia 2017

Spotkanie opłatkowe - Lech Galicki


                                                                
                               Spotkanie opłatkowe - Lech Galicki



Spotkanie opłatkowe. Szczególne. Opłatkiem dzielili się Sybiracy z Lubaczowa. W roku 2017. 


Jak to się stało, że skazani na wywózkę poza polska rzeczywistość powrócili do Kraju?

Sybiracy. 

No przecież to koniec świata. A Oni są. I składają sobie życzenia. 

Każda z tych osób to niezwykły życiorys. Nie do pojęcia dla wielu osiadłych, nie ruszających się z Domu, mających to szczęście ludzi. Nawet podczas wojny to było szczęście. 

Sybiracy zostali nagle, niespodzianie, szybko wyrwani z rodzinnej ziemi i drogą przez mękę, w czasie - bezczasie, w kolejowych wagonach, gdy stukot kół odliczał odległość rozłąki z normalnością, wywiezieni na Sybir. Oni zgodnie z kaprysem losu i obcych żołdakowi mających rozkaz ich rozproszyć i zniszczyć, stali się Sybirakami. 

Kim jest Sybirak i czym jest Sybir można przeczytać teraz na Blogu: http://sybiracylubaczow.blogspot.com/

To wszystko ma swoją definicję ustaloną przez tych, którzy tam byli.



Polski zesłaniec Tadeusz Pawlak- Lech Galicki



                          Polski zesłaniec Tadeusz Pawlak- Lech Galicki

 Pan Tadeusz, polski zesłaniec, walczył pod Lenino, tam polska krew się lała, a On nie zginął - Lech Galicki

A jakby się kto pytał to Pawlak jestem. Tadeusz Pawlak. Na Kresach urodzony 1923 roku. Tam także od dziecka z rodzeństwem pod rodziców opieką troskliwą i baczną, bywało że surową, ale jakże kochaną, dzieciństwo przeżyłem i do szkoły chodziłem.


Ałtajski-Kraj

Położenie Kraju Ałtajskiego na mapie Federacji Rosyjskiej.

W roku 1939 gdy Niemcy, a zaraz potem Rosjanie napadli na Polskę, razem z rodzicami i braćmi wzięty zostałem w wieku niecałych 16 lat w zsyłki sowieckiej niewolę. A była ona straszna i nieludzka. Bo jakże tak: chwil kilka na zabranie podręcznych rzeczy i wywiezienie na koniec świata do Ałtajskiego Kraju? Wszystko to wśród płaczu, bólu, krzyków i pogardy do nas i wszystkiego co polskie. Głód, głód, głód. Zimno, zimno, zimno. No i byliśmy my tam w tym Ałtajskim kraju, 

piątek, 27 stycznia 2017

Spotkanie opłatkowe Sybiraków w 2017 roku


                      
                        
                      Spotkanie opłatkowe Sybiraków w 2017 roku

Trudno pozostać obojętnym na serdeczny śpiew w wykonaniu Sybiraków - w ich ustach każde polskie słowo brzmi jak patriotyczny hymn. 


Tym razem Sybiracy oraz zaproszeni goście śpiewali kolędy, a okazją było tradycyjne spotkanie opłatkowe, które odbyło się 26 stycznia 2017 roku w Miejskim Domu Kultury w Lubaczowie.

Uroczystość otworzył Pan Mieczysław Szymoniak-Prezes Koła, który podziękował wszystkim za przybycie i przywitał
coraz mniejszą  grupę Sybiraków oraz zaproszonych gości w osobach:




Pana Krzysztofa Szpyta - Burmistrza Miasta


Ks. kan. mgr Andrzeja Stopyrę -Proboszcza Parafii Konkatedralnej 


Pana Mariusza Franta - Dyrektora Powiatowego Centrum Kultury i Sportu w Lubaczowie (przedstawiciel Starosty Lubaczowskiego)


Panią Katarzynę Pelc-Antonik - Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lubaczowie


Przywitał także Panią Annę Głowacką, korespondentkę Katolickiego Radia Zamość.

Po powitaniu, uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Lubaczowie     (
Maja Furgała, Natalia Misztal, Kornelia Sitarz, Patrycja Skiba, 


Opłatek Sybiraków - Marian Jonkajtys

Opłatek Sybiraków - Marian Jonkajtys
 
  Słowa, że „Bóg się Rodzi
A więc zła moc Truchleje”
Dawały – nam Zesłańcom
Na przetrwanie Nadzieję.
Wzmacniały siłę wiary
W Opatrzność.
W Polskę.
W przyszłość…
Wbrew rozważnie
W Myślącym Przyziemnym Realistom.
Choć –
Jak to wykazała
Komunizmu praktyka 
– Realizm 
To te nie religia.
Religia niewolnika!
Religia Akceptacji
Praw: kata i ofiary.
Z marginesem Wolności
Zacieśnionym przez Kary…
Lecz tylko wiara Potrafi
Krzywdzącym prawom Przeczyć.
Cudem przenosić Góry…
 

czwartek, 26 stycznia 2017

Wspomnienia Sybiraczki - Nadzieja Bobrowko-Alter


   


                     Wspomnienia Sybiraczki - Nadzieja Bobrowko-Alter

Nazywam się Nadzieja ALTER z domu BOBROWKO. Urodziłam się 26 marca 1921 r. w Iwkach pow. mołodecznieński, woj. wileńskie (7 km na zachód od granicy polsko-radzieckiej sprzed II wojny światowej).
Mój Ojciec Antoni Bobrowko, z zawodu elektryk, do 1925 r. pracował w szkole w Krasnem jako nauczyciel matematyki.
W 1928 r. przyjechałam z Mamą i młodszą siostrą do Łodzi i rozpoczęłam naukę w szkole podstawowej. Następnie ukończyłam prywatne Gimnazjum pani Adeli Skrzypkowskiej – byłej sekretarki Marszałka Józefa Piłsudskiego, który w latach 1905–1907 działał w Łodzi w PPS. W 1939 r. zaczęłam naukę w liceum w tejże szkole, lecz okupanci zamknęli szybko szkoły.
W szkole średniej wykazywałam zdolności do nauk ścisłych, a szczególnie do matema-tyki. Potrafiłam logicznie myśleć. Nie miałam zdolności do pisania wierszy, nie prowadziłam pamiętnika, jak inne koleżanki. Lubiłam czytać książki, szczególnie interesowała mnie historia i geografia, stąd lubiłam czytać książki historyczne i podróżnicze. Uwielbiałam podróżować palcem po mapie, lecz nigdy nie przypuszczałam, że odbędę tak daleką podróż, jaką mi życie i „przyjaciele” zafundowali. Marząc o podróży, nigdy nie sądziłam, że może być ona wbrew własnej woli i w niewiadomym kierunku.
Przez 5 lat okupacji niemieckiej bałam się najpierw wywiezienia do Niemiec, a był również czas, że mogłam powędrować do obozu koncentracyjnego.
Okres okupacji uniemożliwił mi ukończenie szkoły średniej. Początkowo nie pracowałam, chciałam najpierw zdobyć jakiś zawód. Uczęszczałam na komplety i w ten sposób ukończyłam technikum 



środa, 25 stycznia 2017

Moje życie - lata 1939-1946 - Barbara Michalik



  Moje życie - lata 1939-1946 - Barbara Michalik


1. Ostatnie przedwojenne lato. Wybuch wojny i wkroczenie Sowietów

Urodziłam się 24.11.1919 r. w Brześciu n. Bugiem w rodzinie Jana Rodziewicza i Katarzyny z d. Skarpetkowskiej. Po zdaniu egzaminu maturalnego w Brześciu rozpoczęłam w 1937 r. studia na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie.
Wybuch wojny zastaje mnie w Wilnie. Kopiemy rowy przeciwlotnicze, pełnię wyznaczone dyżury na strychu domu.

W niedzielę, 17 września – jak grom z jasnego nieba spada wiadomość o wystąpieniu Mołotowa i zapowiedź zajęcia przez Związek Radziecki wschodnich ziem Polski.
Ze ściśniętym sercem patrzyliśmy na gorączkowo przygotowywaną ewakuację pobliskiego starostwa, gdy w poniedziałek rano uderza nowa nieprawdopodobna wiadomość: – „Polski lotnik zabił Hitlera, Berlin płonie, polskie wojsko idzie na Prusy !!.” Pobudzeni uliczną plotką wylegamy na ulice, żegnamy żołnierzy kwiatami, cukierkami. Uniesieniu nie ma granic, tym straszniejsze jest wyjaśnienie, gdy ktoś woła: „Wojsko Polskie opuszcza Wilno, ale nie idzie na Prusy, ucieka na Litwę, bolszewicy już są na Lipówce, na przedmieściu!!!” Nocą toczą się walki o dworzec kolejowy, o most na Wilii. Walczyła młodzież.

19 września przed bramą naszego zabytkowego domu stanął sowiecki czołg. W dużej sklepionej bramie gromadzili się bez przerwy zaniepokojeni i przybici lokatorzy.
Przed Ostrą Bramą klęczące tłumy, szlochając modlą się do Królowej 



wtorek, 24 stycznia 2017

Tułacze losy - Ryszard Przewłocki


                 
                        
                                        Tułacze losy - Ryszard Przewłocki 

                                                fragmenty wspomnień


Jan Przewłocki-pierwszy po prawej stronie

  Ryszard Przewłocki urodził się 17 kwietnia 1932 roku w Dubnie, małym powiatowym miasteczku na Wołyniu. Razem z rodzicami i bratem mieszkał przy ulicy Nadbrzeżnej. Jego ojciec, Jan, urodzony w 1899 roku, był policjantem w Dubnie. Matka, Maria z domu Drozd, urodzona w roku 1905, prowadziła dom i opiekowała się dziećmi. Brat Henryk był od niego o rok młodszy – urodził się w 1933 roku.

 





Policja w Dubnie



Ojciec Ryszarda został aresztowany razem z innymi policjantami i wywieziony do Ostaszkowa. Przez 60 lat nie było żadnych 



Przymusowy pobyt w obwodzie Archangielskim - Stanisława Wilczkowska


                        

                   Przymusowy pobyt w obwodzie Archangielskim - 

                                          Stanisława Wilczkowska

Urodziłam się 27.03.1929 r. w Opocznie, jako córka emerytowanego inżyniera leśnika Jana Bogdana Wilczkowskiego i Bronisławy Baldy. Przed ukończeniem jedenastu lat zostałam sierotą. Mama zmarła w maju 1934 r., a ojciec w marcu 1940. Zaopiekowała się mną żona Wacława, najstarszego syna ojca z pierwszego małżeństwa, Helena Wilczkowska.

Niedługo przed śmiercią ojca zamieszkaliśmy w majątku Łozowce, położonym 5 km od miasteczka Horodyszcze. Dzierżawcą tego majątku był bratanek ojca, Bogdan Wilczkowski, a właścicielem ciotka Jadwiga, żona Bronisława Dawidowskiego, który zmarł w 1939 r. Później krótko mieszkaliśmy w Baranowiczach, a przed śmiercią Ojca, czyli w końcu lutego 1940 r., Helena zabrała mnie do Sarn. Około 15 maja zamieszkałam w mieszkaniu rodziców Hani, przedwojennej służącej Heleny. Hania, jak i jej rodzice byli narodowości ukraińskiej.

W jakiś czas po wkroczeniu Armii Czerwonej na polskie kresy wschodnie rozpoczęto wywożenie mieszkańców tych rejonów w głąb ZSRR. W kompletowaniu transportów ludzi przeznaczonych do wysiedlenia pomagali enkawudzistom konfidenci, między innymi w Sarnach ojciec mego szkolnego kolegi Ryśka Kustronia. Osobnik ten jeszcze za czasów polskich donosił na ludzi, lecz policja, określiwszy go jako psychopatę, nie reagowała. W okresie okupacji sowieckiej był przed każdą wywózką przymykany w więzieniu, gdzie pomagał w sporządzaniu listy osób przeznaczonych do deportacji. Później Kustroń wysługiwał się Niemcom. Po wojnie został osądzony i powieszony jako kat Majdanka.

8.05.1940 r. Wacław Wilczkowski, stojąc w kolejce w sklepie po cukierki, które chciał kupić dla mnie na imieniny, został aresztowany. Po kilkunastu minutach zwolniono go. Wieczorem 



niedziela, 22 stycznia 2017

Wspomnienia z pobytu w ZSRR 1940-1946 Rozalii Kołodziej - Tomasz Sadowski


  Wspomnienia z pobytu w ZSRR 1940-1946 Rozalii Kołodziej- 

                            spisane przez Tomasza Sadowskiego



10 luty 1940 r. Mroźna noc. Godzina pierwsza. Jesteśmy sami. Chora mama i nas pięcioro - dwóch braci (Tadeusz 10 lat, Czesław 7) i dwie siostry (Helena i Danuta, 17 i 14 lat). Ojciec wyjechał do Lwowa, gdzie brat Jan studiował na Akademii Handlu Zagranicznego, aby mu zawieść coś do jedzenia. Ciszę nocną przerywa głośne stukanie do okna. Na pytanie „kto tam?” odpowiedziano „otwieraj, nie pytaj”. Gdy otworzono drzwi, weszło czterech Ukraińców, którzy usiedli i nie pozwolili nam się ruszyć. Tak w wielkim strachu doczekaliśmy do godziny piątej. Wtedy weszło czterech NKWudzistów, wyczytali nas i rozkazali zabierać się w czterdzieści minut. Wystraszeni nie wiedzieliśmy co robić. Chora mama płacząc mówiła: „dzieci nie ruszajcie się, tu pomrzemy”. Nie byłam jeszcze na tyle dorosła, aby móc się jakoś pakować w tym wielkim strachu. Wszedł do nas chłopak, który nam pomagał. Wyniósł część rzeczy na sanie, a reszta wszystko zostało. Gdy wyszliśmy na podwórze zobaczyliśmy, że przed każdym domem stoją sanie i ludzie się pakują. Płakaliśmy bardzo. Nie było ojca, mama chora. Po załadowaniu nas wszystkie sanie ruszyły. Było ich pięćdziesiąt sześć. Słychać było jęki i płacz, to dzieci to dorosłych. O godzinie dziewiątej zajechaliśmy do Doreniówki - stacji kolejowej, gdzie stały przygotowane dla nas wagony bydlęce, do których załadowywano po cztery rodziny. Były kobiety, dzieci i starcy, chorzy. Z wszystkim co mieli. Na środku wagonu wyrżnięta była dziura, która miała służyć za ubikacje i piecyk do ogrzania i gotowania. W wagonie smród i zimno. Dali nam tylko jedno wiadro wody. Chłopak, który przyjechał do nas chcąc się pożegnać przywiózł nam trochę chleba. Pożywialiśmy się skuleni w kącie i czekaliśmy. 11 lutego pociąg ruszył. Z każdego wagonu słychać było pełen bólu śpiew „Serdeczna Matko Opiekunko ludzi...”. Zawieziono nas do Husiatyna, gdzie stał przygotowany pociąg z wagonami bydlęcymi, do którego nas przeładowano i zamknięto wagony. Po sprawdzeniu czy wszyscy jesteśmy, pociąg ruszył.

Nie umiem opisać tego, co przeżywaliśmy. Byliśmy głodni, spragnieni. Na każdej dużej stacji pociąg stawał i raz dziennie 



Kołyma - Maja Trochimczyk

Kołyma - Maja Trochimczyk

Czy wiadomo ilu ?
Szyb był tak ciemny, ciemniejszy na dole
Głęboki jak bramy piekła, demoniczne szczęki rozwarte szeroko
By pożreć szereg za szeregiem światłych, młodych ludzi.
Któż dziś zna ich twarze?
Błękitne oczy z połyskiem łez czy śmiechu.
Krótko ostrzyżone włosy, żołnierskie, ciemnoblond.

W dół , w dół, tam zeszli
W głąb otchłani Kołymy
Po diamenty Stalina, uran do jego bomb.
 

Historia z „ziemi nieludzkiej”- Monika Lipińska


             


                     Historia z „ziemi nieludzkiej”- Monika Lipińska

- Wykruszamy się - stwierdzają Sybiracy. A za stwierdzeniem o naturalnej kolei losu idzie obawa, czy aby na pewno prawda o prześladowaniu za polskość i świadectwo ich życia na „nieludzkiej ziemi” nie zostaną zapomniane.

Łączy ich przynależność do największej organizacji kombatanckiej w Polsce, Hymn Sybiraka oraz święto ustanowione 17 września, w dniu napaści Sowietów na Polskę. Znacznie silniejsza jest poczucie bliskości z powodu przeżyć na „nieludzkiej ziemi” - tylko z nazwy utożsamianej z Syberią. Tę szczególną więź między Sybirakami wyznaczyły deportacje na wschód, nie tylko na Syberię, ale do Kazachstanu, w okolice Moskwy czy kompleksu obozów wokół Borowicz.

Kazachstan i druga Syberia

- Trzy dni po aresztowaniu ojca, 13 kwietnia 1940 r., zostałam z siostrą i mamą załadowana do pociągu. Miałam wtedy osiem miesięcy. Na zesłaniu bardzo chorowałam, nikt nie dawał mi szans na przeżycie - Barbara Jakubiuk z Białej Podlaskiej uzasadnia brak wyraźnych wspomnień z pobytu w północnym rejonie Kazachstanu. 



sobota, 21 stycznia 2017

Spotkanie oplatkowe Sybiraków


26 stycznia 2017 roku o godz. 12:00 w Miejskim Domu Kultury w Lubaczowie, odbędzie się spotkanie opłatkowe Członków Związku Sybiraków Koła Terenowego w Lubaczowie.

Okres Bożego Narodzenia w polskiej tradycji jest szczególnym okresem, to okres radości, rodzinnych spotkań przy wigilijnym stole, choince, zapalonych świecach, dzielenia się opłatkiem, składania sobie wzajemnych życzeń i kolędowania. 


Dla Sybiraków – tam na zesłaniu – też były wigilie. Wigilie, o których nie chcą pamiętać, ale nie zapomną ich do końca życia...



czwartek, 19 stycznia 2017

Wspomnienie dr Reginy Witukiewicz-Dmoch


               Wspomnienie dr Reginy Witukiewicz-Dmoch z Gdańska

                            - wywiezionej do obozu w Ostaszkowie 
                                    koło miasta Kalinin (dawniej Twer)

Dr Regina Witukiewicz-Dmoch urodziła się w roku 1907 w St. Petersburgu. Studia lekarskie odbyła na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie w latach 1926-1932 zakończone dyplomem w roku 1933. W latach 1935-1944 pracowała jako lekarz ogólny w Nowym Dworze, powiat Sokółka, województwo grodzieńskie. Aresztowana w listopadzie 1944 r. i wywieziona przez władze radzieckie do obozu w Ostaszkowie koło miasta Kalinin (dawniej Twer), gdzie przebywała do stycznia 1946 r. Po powrocie do Polski w roku 1946 osiedliła się w Gdańsku, gdzie od 1.03.1946 r. podjęła pracę jako lekarz rejonowy w dzielnicach Siedlce, Suchanino, Pohulanka, Chełm. Od 1.04.1946 r. pracowała na oddziale dziecięcym dzisiejszego Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Pracowała zawodowo jako pediatra do roku 1992. Obecnie na emeryturze. Rozmowę z dr Reginą Witukiewicz-Dmoch przeprowadzono w roku 2001.

WM: Pierwsze pytanie, jakie chciałbym ci zadać to, kiedy cię wywieźli? Czy to było po 1944 roku zaraz jak przyszli Rosjanie?

RWD: To było w 1944 roku, bo w obozie przeżyłam dwa Boże Narodzenia i jedną Wielkanoc. A w jakiej porze cię wywieźli, w jakim miesiącu?

Miesiąca dokładnie nie pamiętam. To była jesień, ponieważ przyjechałam tu do Gdańska w 1946 roku w połowie lutego, to znaczy po Bożym Narodzeniu. Tak więc jedno Boże Narodzenie to był 1945 rok, a drugie Boże Narodzenie 1944. Czy myśmy tam przyjechali w październiku czy w listopadzie, tego nie pamiętam. Była jesień.

Skąd cię wywieźli, gdzie mieszkałaś?

W osadzie Nowy Dwór koło Grodna, powiat Sokółka, kiedyś to było województwo grodzieńskie. Do szosy prowadzącej do Grodna było 


Sowieci wywieźli całą naszą wioskę


   
           
Sowieci wywieźli całą naszą wioskę - Wincentyna Król

Przez lata nie wolno było o tym mówić. Dziś jeszcze mieszkańcy Bachowa w gm. Krzywcza, ze zgrozą wspominają tamten koszmar.


 
Wincentyna Król na różnych mapach szukała miejsca,w które wywieźli ją Sowieci.
Nie znalazła. ©Fot. Norbert Ziętal
 

W 1940 roku mieszkańców Bachowa, obecnie gm. Krzywcza, wywieziono w głąb ZSRR. Wszystkich. Wioska miała pecha, znalazła się na nowej granicy niemiecko - sowieckiej. Wincentyna Król w dniu wywózki miała 14 lat. Pamięta wszystko, niemal    z fotograficzną dokładnością.

- 10 luty 1940 r. To była sobota, kilka minut po godz. 6 rano. Chłopaki z ojcem jeszcze spali. A my z mamą już krowy doiłyśmy - wspomina pani Królowa, wówczas Szczepanowicz.

Po co pościel do wozu? Wpadło do chaty trzech wojskowych w rosyjskich mundurach. Ojcu pani Wincentyny zarzucili, że przechowuje broń. Nawet nie chcieli słuchać wyjaśnień, że nie. Kazali się ubierać wszystkim. I zabrać pościel ze sobą.

- Trochę się zastanawialiśmy, po co ta pościel? Najpierw tłumaczyliśmy sobie, że po to, aby się na saniach ogrzać. Wieźli nas prosto do Przemyśla, a mróz był ponad 20 stopni. Mama zdołała chwycić trochę ubrań i tyle. Pojechaliśmy głodni, bez śniadania. Bo 



środa, 18 stycznia 2017

Wspomnienia ojca Łucjana Królikowskiego OFM Conv


                                                                          

            Wspomnienia ojca Łucjana Królikowskiego OFM Conv.

                             - sybiraka, opiekuna "tułaczych dzieci"

Jak się potoczyły Ojca losy po wkroczeniu 17 września wojsk sowieckich do Polski?



- Byłem wówczas w klasztorze franciszkańskim w Hanaczowie na wschód od Lwowa, bo podczas bombardowań tego miasta nie mogliśmy odbywać studiów. Samo wejście Armii Czerwonej zastało mnie pod Haliczem. Podobnie jak św. Maksymilian Kolbe, którego znałem, chciałem z wojskiem przedrzeć się do Rumunii, a później do Francji i bić się o naszą Ojczyznę. Jednak nie było mi to dane. Zatrzymałem się w pobliskim klasztorze. W nocy weszła Armia Czerwona do Halicza. Sowieccy żołnierze przychodzili do łóżka każdego z nas z bagnetem na karabinie i pytali się, czy mamy broń. Mówiliśmy im, że to jest klasztor i żadnej broni nie ma. Gdy zobaczyłem, jak ta armia zalewa wszystkie wioski i miasta, zupełnie jak szarańcza, postanowiłem wówczas wycofać się do Halicza, do naszego folwarku. Po dwóch lub trzech dniach mojego tam pobytu, przyszli Ukraińcy z pobliskiej wioski. Od samego rana do wieczora rabowali, co tylko się dało: konie, wozy, narzędzia rolnicze, potem bydło, drób, świnie itd. Było nas tylko dwóch kleryków, jeden schorowany ksiądz oraz służba. Kiedy pod koniec dnia Ukraińcy się wynieśli, nie mieliśmy właściwie dokąd udać się na nocleg. Poszliśmy zatem do polskiej wsi, do Hanaczowa, gdzie znaleźliśmy gościnę u jednej polskiej rodziny. Przez kilka dni pracowaliśmy w polu, pomagając kobietom przy żniwach, bo mężczyźni jeszcze nie wrócili z wojny. Gdy po jakimś czasie Niemcy oddali Lwów Sowietom, którzy zaczęli zaprowadzać wszędzie swój "porządek", nasi księża przełożeni wezwali nas z powrotem do Lwowa. Rozpoczęliśmy tam kurs filozofii. Po jego ukończeniu dano nam kilka dni wakacji. Następnie ze względu na warunki wojenne mieliśmy odbyć studia teologiczne w tempie przyśpieszonym, aby nas jak najszybciej wyświęcono na kapłanów. Niestety, po pierwszej lekcji teologii zostałem aresztowany i wywieziony aż pod Archangielsk.

Gdzie ponownie zetknął się Ojciec z Wojskiem Polskim?

- Kiedy w 1941 r. gen. Władysław Anders zaczął tworzyć Wojsko Polskie w ZSRR, wstąpiłem do Szkoły Podchorążych Artylerii w 



Sześć lat w Kazachstanie - Wspomnienia-Zdzisława Podlaska


    
   Sześć lat w Kazachstanie - Wspomnienia-Zdzisława Podlaska



Zachowaj w swym sercu
wszystko to, czego uczy
Cię życie!


Jest rok 1996. Od naszego powrotu z Kazachstanu minęło pół wieku. W dniu kiedy przyjechaliśmy do Łodzi, a było to 9-go maja 1946 r. miałam dwadzieścia lat. Teraz jestem siedemdziesięcioletnią kobietą. Mój mąż nie żyje od ośmiu lat, nie odczuwam jednak ciężaru samotności. Mam ukochaną córkę, która jest szczęśliwą żoną i matką siedmiorga dzieci – dwóch synów (Piotra i Krzysia) oraz pięciu córek (Marty, Doroty, Zofii, Karoliny i Hani). Moja córka Małgorzata i jej mąż Janusz nie ukończyli jeszcze czterdziestu lat życia. Kocham ich bardzo i jestem z nich wszystkich niezmiernie dumna.

Dziewiętnastego czerwca, w pięćdziesiątą rocznicę mojego powrotu do Ojczyzny, dane mi było przeżyć najpiękniejszy dzień w moim życiu, osobiste spotkanie z Ojcem Świętym. Miało to miejsce w czasie pielgrzymki grupy łódzkich Sybiraków do Włoch. Zwiedziliśmy tam wiele wspaniałych miast, a w nich piękne świątynie oraz miejsca cierpień pierwszych chrześcijan. W ciągu ośmiu dni przejechaliśmy prawie pięć tysięcy kilometrów. Trasa prowadziła przez Austrię, a potem, już we Włoszech – Bibione, Wenecję, Padwę, Florencję, Asyż, Monte Cassino, Rawennę, Rimini i San Marino. Na cmentarzu polskim na Monte Cassino, przybyły wraz z nami Ojciec Jan odprawił Mszę św., którą ofiarowaliśmy za poległych zarówno tam, jak i na wszystkich frontach, naszych dzielnych żołnierzy.

Kiedy nadszedł najważniejszy dla nas dzień, dzień audiencji u Ojca Świętego, z samego rana przybyliśmy do Bazyliki św. Piotra. Początkowo siedzieliśmy w dalszych rzędach krzeseł, skąd wi-doczność była bardzo słaba. W pewnym momencie zaproszono nas, Sybiraków, do zajęcia miejsc bliżej ołtarza. Do świątyni weszła już gwardia papieska, co oznaczało, że za chwilę rozpocznie się audiencja. Siedziałam w siódmym rzędzie. Sześć rzędów przed nami zajmowała grupa młodzieży. Gdy tylko ujrzeliśmy zbliżającego się Papieża, wszyscy wstaliśmy z miejsc. Wiele osób podeszło do barierki. Pomyślałam, że nie mam żadnych szans, aby się tam znaleźć. Poprosiłam nieśmiało stojące przy balustradzie dziewczęta, aby pozwoliły mi podejść bliżej. Zrobiły mi przejście, co było bardzo miłym gestem z ich strony. W momencie, gdy podeszłam do barierki, Ojciec Święty stanął naprzeciwko mnie podając rękę. Przez 



wtorek, 17 stycznia 2017

Wspomnienia z zesłania na Sybir-Genowefa Klauzer


    
Wspomnienia z zesłania na Sybir-Genowefa Klauzer 

z domu Białobrzewska



Do czasu zesłania nas na Sybir mieszkałam wraz z rodziną na Kresach w osadzie Planta, pow. baranowicki, woj. nowogródzkie. W dniu 10 lutego 1940 r. w nocy przyjechali saniami politruki do naszego domu, kazali podnieść ręce do góry, dwóch stało z bronią w ręku obok niego. Wszystkich pobudzili i kazali ubierać się. Ojcu i matce odczytali „rozkaz”, że za to, że ojciec jest piłsudczykiem i ma nadaną ziemię za zasługi wojenne w 1921 r. zostaje zesłany wraz z rodziną w głąb Rosji. Wszyscy się trzęśli z zimna i przestrachu, bo mróz był tej nocy 40o C, a oni pootwierali drzwi i okna.

Rodzina moja składała się z ojca, matki i ośmiorga dzieci. Ja byłam najstarsza i miałam 16 lat, najmłodszy brat miał półtora roku. Na taką drogę trzeba było ciepło się ubrać. Dzieci były poowijane w koce, układane na saniach jak śledzie i przykryte pierzynami. I tak wieźli nas na stację Leśna w odległości 20 km. Po wyjechaniu na drogę zrobiło się widno i zobaczyliśmy wówczas, że to nie tylko my, ale wszystkich osadników z osady wywożą. Cały sznur furmanek już jedzie w kierunku stacji, a było 29 rodzin osadników i były one bardzo liczne. W Leśnej już były podstawione wagony towarowe. Były wagony większe – na siedem rodzin i mniejsze na cztery. My dostaliśmy wagon mniejszy, za to liczne rodziny sąsiadów Dąbkowskich, Łosińskich. Razem było nas 32 osoby i nasze rzeczy, które mogliśmy uchwycić w tym popłochu. W wagonach były prycze, ściany wagonu obstawiliśmy workami, poduszkami, czym kto mógł, wszystko przymarzało do ścian. W Leśnej staliśmy chyba z tydzień, gdzie zwozili ludzi do transportu. Wagony były zaopatrzone w żelazny piecyk, gdzie często brakowało drzewa do opalania, trzeba było bardzo oszczędnie korzystać. W podłodze był wycięty otwór jako ustęp, który zawsze zamarzał. Rura od pieca odpadała, źle była przymocowana, nie było czym mocowanie poprawić, bo nie było nawet kawałka drutu. Gdy transport jechał, to niemożliwe było palenie, bo było pełno czadu. W czasie jazdy brakowało chleba i wody.

Jechaliśmy tak chyba z miesiąc w okropnych warunkach. Przywieźli nas do stacji Chołmogory, odległej od Archangielska o 150 km. Tam rozładowano nas z wagonów na furmanki. Moi starsi dwaj bracia Heniek i Zygmunt pojechali z ojcem, także wszystkie nasze rzeczy, jakie udało nam się wziąć. Ja zostałam z mamą do pomocy przy pilnowaniu dzieci, a było ich jeszcze pięcioro maleństwa. Dali nas na samochody ciężarowe odkryte, byliśmy tylko nakryci na głowy plandeką. Drogi były pozawiewane śniegiem, samochody utykały w 



sobota, 14 stycznia 2017

Nasza gehenna na Syberii


               
                   
                  Nasza gehenna na Syberii - Marek Pękala, "Nowiny".

Z niewielkiego przysiółka Dresina wygnano na sowiecki wschód 12 polskich rodzin. - Mieliśmy wiarę w sercu i to nas uratowało - mówią Sybiraczki.Te 6 lat zsyłki to był taki straszny czas, że jeszcze dziś, po prawie 70 latach, ciężko mi o tym opowiadać - mówi Maria Bednarz. Dlatego woli przeczytać wspomnienia, które spisała. Czyta ze łzami w oczach, drżącym, łamiącym się głosem. Brzmi to jak cicha, bolesna skarga. W poszarpanych opowieściach innych Sybiraczek też co chwilę pojawia się łza. I ani śladu w nich pretensji czy nienawiści. Wtedy były dziećmi, pozbawionymi dzieciństwa. Słuchaczowi udziela się wzruszenie pomieszane ze zdumieniem - to chyba ponad ludzkie siły, żeby tyle przeżyć. I przeżyć.



Od lewej: Zofia Zięba (z domu Kocur), Maria Bednarz (z domu Kiszka), Janina Adamkiewicz (z domu Kocur), Kazimiera Solarewicz (z domu Sarna), Zofia Ordon (z domu Piekarz). Stoją pod tablicą "Golgota Wschodu” wmurowaną w ścianę Szkoły Podstawowej w Wietlinie. Tablica z nazwiskami Sybiraków została odsłonięta w 2007 r., w 67. rocznicę wywózki mieszkańców przysiółka Dresina na Sybir. Maria Kocurowa, umierając, prosiła, aby w każdą rocznicę zsyłki Sybiracy zamawiali mszę św. Tak będzie i w tym roku - w najbliższą niedzielę, 8 lutego. ©FOT. KRYSTYNA BARANOWSKA

10 lutego 1940 roku

Wietlin, przysiółek Dresina, nieopodal Jarosławia. Mroźna noc, minus 20 st. C. Łomot do drzwi, walenie w okno.
- Zbieratsa! Wsie! Pakowatsa! W poł czasa! - rozkazuje sołdat z karabinem i czerwoną gwiazdą na czubatej czapce. Płacz budzonych dzieci. - Dlaczego?! Dokąd?! - pytają gospodarze. - Zabrać jedzenia na trzy dni - tylko tyle słyszą. Z szybko zapakowanym w koce i prześcieradła dobytkiem kobiety i dzieci wsiadają do sań. A z przodu idą mężczyźni - pod eskortą NKWD. Wszyscy przerażeni.
Docierają do stacji kolejowej w Bobrówce. Stoi pociąg towarowy. Każą wsiadać. W każdym wagonie - dwupiętrowe prycze, okno zabite deskami, piecyk, drewno, dziura w podłodze, czyli... ubikacja. Krzyki, płacz...
Janina Adamkiewicz, z domu Kocur, ma 5 lat, najstarszy brat Staszek - 10, a najmłodsza siostrzyczka Kasia - trzy miesiące. W sumie: pięcioro dzieci i rodzice. 14-letnia Maria Bednarz, z domu Kiszka, jej 



Modlitwa Powszechna - Marian Jonkajtys

Modlitwa Powszechna - Marian Jonkajtys

O Boże Wszechmogący,coś w Miłosierdziu swoim
Ojczyzny Wolnej - Polski doczekać nam pozwolił...
Coś nam pozwolił przeżyć, mimo głodu i chłodu,
Sybiru ziemskie piekło: Polską Golgotę Wschodu...
Serc, modlitwą bijących, przyjm podziękowanie
I naszych Sybirackich próśb - racz wysłuchać Panie!

Prosimy Cię - by nigdy, żadnego pokolenia Polaków-
Nie dotknęło przekleństwo wysiedlenia.
By na Sybir nikomu nie groziło zesłanie.
Prosimy Cię w pokorze wysłuchaj nas Panie...

Spraw - by symbole mogił Tych, co życie oddali za Polskę-
Od Workuty Przez Norylsk po Sachalin,
W narodowej pamięci zapełniły im trwanie.
O Polskie tam cmentarze prosimy Cię, Panie!

Spraw także - by już nigdy służalcza polityka
Nie zatajała faktów w historii podręcznikach.
By znikło ze szkół polskich historii przekłamanie,
O prawdę o Syberii prosimy Cię Panie.

Nie dopuść - by doznane w zesłaniu poniżenia,
Morderczy trud, choroby, głód łagry i więzienia,
Budziły tylko zemsty i odwetu żądanie...
Naucz nas też przebaczać prosimy Cię, Panie!

Obroń nas przed najgorszym dziś z zagrożeń współczesnych
Że wszystko warto sprzedać, wszystko dla "dóbr doczesnych"
Sprzedać Wolność i Wiarę za dóbr konsumowanie?.
Obroń nas przed ą klęską prosimy Cię, Panie!

Dziękujemy Ci Boże, za Ojczyzny odnowę
I Żeś wyniósł Polaka do godności Piotrowej
Wlej mu sił na posługi tej długie sprawowanie
O zdrowie dla Papieża prosimy Cię Panie!


/Wiersz pochodzi z książki:" W Hołdzie Bohaterom. Pamięci Potomnym. Losy Narodu Polskiego w czasie II wojny światowej pod okupacją sowiecką i niemiecką we wspomnieniach, pomnikach i tablicach pamięci". 2012, s.84/







Modlitwa Sybiraków - Marian Jonkajtys


Modlitwa Sybiraków - Marian Jonkajtys

Spraw, by symbole mogił tych co życie oddali za Polskę
Od Workuty przez Norylsk po Sachalin,
W narodowej pamięci zapewniły im trwanie,
O polskie tam cmentarze – prosimy Cię Panie!
Boże! – co Sybirakom, tym z bitwy pod Lenino,
I zwycięskiego boju o szczyt Monte Cassino,
W ziemi ruskiej i włoskiej dał wieczne spoczywanie,
Otwórz im wrota raju – prosimy Ci Panie!
Spraw także, by ju nigdy służalcza polityka,
Nie zatajała faktów historii w podręcznikach,
By znikło ze szkół polskich historii przekłamanie,
O prawd o Syberii – prosimy Ci Panie!
Obroń nas przed najgorszym dziś z zagrożeń współczesnych,
że wszystko warto sprzedać – wszystko dla dóbr doczesnych,
Sprzedać wiarę i wolność za dóbr konsumowanie.
Obroń nas przed tą klęska - prosimy Ci    Panie!
Nawet gdy zniknie groźba niewoli od sąsiadów,
Młodzi – wierni pamięci naszych Ojców i Dziadów,
Niech nowym pokoleniom przekażą to przesłanie:
Strzec wolności i wiary! – prosimy Ci Panie!
 
 
/ Wiersz pochodzi z książki :" W Hołdzie Bohaterom. Pamięci Potomnym. Losy Narodu Polskiego w czasie II wojny światowej pod okupacją sowiecką i niemiecką we wspomnieniach, pomnikach i tablicach pamięci.". Praca zbiorowa. 212, s. 84/

piątek, 13 stycznia 2017

Na nowej drodze - Edmund Kędzior


Na nowej drodze - Edmund Kędzior


Ciemną nocą w żelaznych wagonach
Smutno, chłodno, cóż ludzka to rzecz...
Nie płacz, bracie tęsknotą trawiony,
Bo nie trzeba oglądać się wstecz.
Na tych ziemiach potrzebne Twe ręce,
Na Zachodzie Wschód rzuci swój siew,
Lwowski uśmiech w Twej zabłyśnie piosence
Stać nas bowiem na pracę i śpiew...

Na Lewandówce, czy tu w Bytomiu,
Wszędzie tak samo piosenka łka,
Dzwoni gitara, śpiewa harmonia,



Walenty - Krystyna Kociubińska

Walenty - Krystyna Kociubińska Sybiraczka

Nie odchodź Walenty kiedy umrzesz umilkną wszelkie wrzawy
Wokół tego, co było Tobą - ewolucje, rewolucje, przebudowa świata,
szaleństwa miłości, burze na morzu i burze w naturze!
Jaka rozpacz nastanie w sercach niewieścich,
Ile się w nich zmieści łez!
Cały padół jako step kazachski, gdzie byłeś Ty i My...
My wszyscy - niedobitki dobijane, upadlane, głodzone a niezwyciężone.
Pójdziesz tam, gdzie Twe "kosmosy", planety przedziwne.
Kto zajmie Twe miejsce rycerzu niezwykły,
Rycerzu strudzony walką z Moskalami o swe zagrabione dzieciństwo,
O bezpieczny poranek z wrzawą dziecięcą braci i sióstr,
Którzy wśród stepów syberyjskich pozostali na zawsze!
Czyż takie miało być życie i tam ich zgon?




♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękujemy za czas, który poświęciłeś, aby być tu z nami.
Mamy nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.