♦Mapa zesłań♦




Do Młodych!

Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się
od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

Translate

Szukaj na tym blogu

.

poniedziałek, 9 października 2017

Powiedzcie o tym blogu … - Barbara Janczura

Powiedzcie o tym blogu … - Barbara Janczura


Rozgłoście wszem i wobec,
że taki blog istnieje,
bo tutaj historia się tworzy o ludziach,
którzy przeżyli tragedię..
Rozgłoście wszem i wobec,
Przekażcie pokoleniom.

Powiedzcie o tym blogu:
sąsiadom, kolegom, znajomym,
i przyjaciołom swoim.

Niech wiedzą,
niech zobaczą prawdziwą
historię Polaków,
spisaną wierszem przez tych,
którzy to piekło przeżyli.

Wiersze są obrazowe,
i nie trzeba zbyt wiele,
 

Wakacje życia. Wspomnienia z wywózki dzieci polskich z Druskiennik do Ufy w czerwcu 1941 r.-Danuta Roszkiewicz z d. Szumińska


                                                                    

                                                     Wakacje życia. 

Wspomnienia z wywózki dzieci polskich z Druskiennik do Ufy w czerwcu 1941 r.-Danuta Roszkiewicz z d. Szumińska


Początek okupacji. Szkoła.

W 1939 roku Białystok został zajęty przez wojska sowieckie. Oczywiście nowa władza wprowadziła nowe obyczaje, swoje prawa. Sklepy były na początku wszystkie pozamykane i musieliśmy stać w długich kolejkach po chleb. Nie można było nic kupić. Wszystkie sklepy były spustoszone przez żołnierzy radzieckich, którzy nagminnie wszystko kup owali – leki, zapałki, wszystko jak leci.

Przed wojną skończyłam cztery klasy szkoły powszechnej i zdałam wtedy do piątej klasy. Uczyłam się na ul. Grunwaldzkiej. Moja szkoła stoi dotąd, wówczas był to nowoczesny budynek z ubikacjami, z parkietem.

W 1939 roku planowano nadać jej imię marszałka Rydza-Śmigłego. Pani polonistka przygotowywała mnie do powitania przyszłego patrona. Uczyłam się przemowy. Niestety nie zachował mi się ten tekst. Wiedziałam wówczas jak się zachować, jak dygnąć i kiedy. Wybuchła jednak wojna i nic z tego nie wyszło.

Nowa władza przeprowadziła w szkole reformę, proszę sobie wyobrazić dziesięciolatkę. Odtąd do szkoły oprócz maluchów z pierwszej klasy przyszli uczniowie z dziesiątej klasy, a więc z gimnazjum. Oczywiście tłok był niesamowity. Starsi gdzieś się ściskali po kątach, całowali się, palili papierosy, a maluchy były potrącane. Niesamowite rzeczy się działy. Szkoła nasza była od reformy pod opieką kolejarzy – mówiło się             

„ żelaznodorożnaja”. Z tej okazji w 1941 roku zorganizowane zostały kolonie w Druskiennikach.

Dowiedziałam się, że są jeszcze wolne miejsca. Pani wychowawczyni ogłosiła, że chętni mogą jechać do Druskiennik na kolonie. Wiedziałam, że w Druskiennikach przed wojną bywał pan Marszałek Józef Piłsudski i tam nawet mieszkał, miał dom, a zatem i ja zachciałam koniecznie zobaczyć te Druskienniki, bo jeszcze tam nie byłam, nie widziałam. Z mojej klasy, poza mną, zapisały się Bogusia i Krysia, trzeba było jednak zapłacić po 30 rubli. Oczywiście w domu tych pieniędzy nie było, pożyczyłam od cioci. A ona później przez wiele lat miała wyrzuty sumienia, że dała mi pieniądze na te kolonie.

Kolonie

Nadszedł dzień wyjazdu 7 czerwca 1941 roku. Oprócz nas były te ż dzieci z innych szkół. Z mojej szkoły był jeszcze syn nauczyciela matematyki – Waldek Pisiecki. Łącznie około 30 osób. Niewielkie to były kolonie. Jechaliśmy pociągiem przez Grodno. W przedziale poza mną, jechały Bogusia, Krysia i jeszcze sąsiadka Krysi, Rózia. Zaczęłyśmy tam 



piątek, 29 września 2017

"Opowiem wam..." - Barbara Bielawiec


                                                                              

              ♦Polecam książkę Barbary Bielawiec:"Opowiem wam...♦

Książka "Opowiem wam..." przedstawia historię nauczycieli - Heleny i Waleriana Węglewskich oraz ich dwóch córek, mieszkających przed wybuchem II wojny światowej na Kresach Wschodnich Polski - w Mołodecznie. 

Po wkroczeniu wojsk sowieckich na te tereny, we wrześniu 1939 r., ojciec rodziny - inspektor szkolny, został aresztowany i osadzony w więzieniu. Po wielomiesięcznym śledztwie otrzymał wyrok 5 lat sowieckiego łagru w Komi ASSR. Matce jeszcze przed deportacją do Kazachstanu udało się uratować córki i wysyłać je na wieś pod opiekę krewnych. 
Po zawarciu przez Polskę i ZSRR paktu Sikorski-Majski, małżonkowie odnaleźli się i wstąpili w szeregi armii gen. Władysława Andersa, by wraz z nią przemierzać szlak poprzez Iran, Irak, Palestynę. Pracowali w szkolnictwie ucząc polską młodzież w Szkole Junaków i Szkole Młodszych Ochotniczek. Do Polski wracają w 1947 r. i osiedlają  się w Białymstoku.

Książkę napisała i zilustrowała wnuczka- Barbarę Bielawiec. Narracja prowadzona jest poprzez obraz, z minimalnym wykorzystaniem tekstu. W grafikę zostały wkomponowane zdjęcia pamiątek, zarówno przedwojennych, jak i przywiezionych ze "Szlaku Andersa". Autorka




♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękujemy za czas, który poświęciłeś, aby być tu z nami.
Mamy nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.