Nie szukałem tej książki. To ona znalazła mnie. Dostałem „Ponury cień Sybiru” Barbary Janczury z
autografem – gest miły, ale i zaskakujący.
Tematy Sybiru znałem – jak wszyscy stąd – z opowieści. Już po kilku
fragmentach zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z zapisem zbiorowego
doświadczenia, które dotknęło konkretnych ludzi z bardzo konkretnych miejsc.
Takich jak nasze. I wtedy uruchomiła się pamięć – ta lokalna, przekazywana
półgłosem. Przypomniały mi się historie o autentycznej uldze, jaką ludzie czuli
w czerwcu 1941 roku, gdy Niemcy ruszyli na ZSRR (oczywiście nie mieli pełnej
świadomości jak wygląda okupacja niemiecka).
Dziwne?
Tylko dla kogoś z zewnątrz. Dla ludzi, którzy byli już na sporządzanych
przez Ukraińców i Żydów (wspierających w większości okupanta) listach do
wywózki, było to jak anulowanie wyroku śmierci.
I tu pojawia się pytanie, które wraca do mnie od lat i które ta książka
ponownie brutalnie otwiera: jak to możliwe, że po kolejnych latach UPA nie
natrafiła na zorganizowany opór polskich mężczyzn, gdy rozpoczynała swoje
mordy?
Odpowiedź jest straszliwie prosta – ogromna ich część była już na
Sybirze.
Dla porządku – i dla tych mniej zorientowanych – Sybir to nie to samo, co
Syberia.
Sybir to system i przestrzeń represji: Kazachstan, Kołyma, północne
obwody ZSRR, „nieludzka ziemia”.
Książka Pani Barbary Janczury uderza mnie tym, jak bardzo jej relacje są
zbieżne z opowieściami ludzi, którzy nigdy się nie znali, a mówią niemal tym
samym językiem doświadczenia. To nie są jednostkowe tragedie. To jedno wielkie
doświadczenie całej grupy narodowej.
Szczególnie porażający jest opis deportacji z 13 kwietnia 1940 roku –
wywożono matki z dziećmi. Warto się nad tym zatrzymać i naprawdę wyciągnąć
wnioski.
W książce pada też zdanie o początku wojny: „Miała być nierealna, odległa, miała nigdy do nas nie dotrzeć.”
Takich fragmentów zawsze szukam,( bo idealnie wpisują się w mój projekt ∴
Rzeczywiste Wnętrze Świata ∴) – porównywanie
historycznych zbiorowych wyobrażeń i przewidywań z brutalną realnością. Kilka
stron dalej dzieci pytają rodziców: „Dlaczego
ktoś chciałby nas skrzywdzić?” A zaraz potem: „20 minut… tylko lub aż 20
minut dostała mama na spakowanie.”
Zadajcie sobie to pytanie: co można zabrać w 20 minut, mając piątkę
dzieci i świadomość, że być może widzi się dom po raz ostatni?
Podczas lektury miałem dokładnie to samo wrażenie, które towarzyszy mi
zawsze przy czytaniu wspomnień więźniów Auschwitz I i II. Tego większość ludzi
sobie nie uświadamia.
Wagony, do których „wpychano ludzi aż do momentu, gdy całość była
wypełniona”. Tych, którzy nie mieli siły wejść – chwytano i wrzucano. Trupy,
fetor odchodów, wszy, głód, poniżenie. „Z
trudem stawaliśmy na zdrętwiałych nogach, gdyż przez całą podróż musieliśmy
leżeć nieruchomo w jednej pozycji.” Podróż trwała około miesiąca. I tu
dochodzę do sedna, które może być dla niektórych niewygodne, ale po tej książce
nie da się go ominąć: Polacy byli traktowani jak niewolnicy. Dokładnie tak –
jak niewolnicy murzyńscy, jeśli chodzi o transport, warunki bytowe i późniejszą
pracę przymusową w kołchozach. System niewolniczej pracy na rzecz swoistych
„Czerwonych Panów”.
Moje inne skojarzenie idzie jeszcze głębiej – starożytność, obracanie w
niewolę całych narodów, wojny plemienne, najazdy tatarskie, jasyr, sprzedaż
ludzi jak towaru. Dokładnie tak ZSRR traktował zajętą Polskę. To była połowa
diabelskiej pracy potrzebnej do narysowania po wojnie nowej mapy.
„Wyczyszczenie” terenu z Polaków, oparcie się na Żydach i Ukraińcach tworzących
listy wywózek, przesuwanie granic jak pionków na szachownicy. Drugą część tej
pracy wykonało UPA, a po wojnie znów ZSRR – pod hasłem „repatriacji” gdzie
również z przedwojennych ziem polskich wywożono Polaków na Ziemie Odzyskane.
W efekcie Radziecka Ukraińska Republika w ramach ZSRR została
"wyczyszczona" z "niekompatybilnego" elementu polskiego.
Mówi się dużo o Wielkim Głodzie na Ukrainie – słusznie, to wielka
zbrodnia.
Ale kto mówi o głodzie 1942 roku na Sybirze, gdzie za rok niewolniczej
pracy ludzie dostawali kilka kilogramów zboża, w warunkach dodatkowo
zaostrzonych przez wysiłek wojenny przeciw Niemcom?
Bez zrozumienia tych realiów nie da się pojąć, dlaczego ludzie wstępowali
do Armii Andersa czy nawet Berlinga. To nie była polityka. To była jedyna droga
ucieczki z nieludzkiej ziemi.
Książka Barbary Janczury przypomina jeszcze jedną, bardzo niewygodną
prawdę: znamy siebie tylko na tyle, na ile nas sprawdzono. Gdy kradzież kłoska
zboża z kołchozu nie jest wyborem moralnym, lecz jedyną szansą przeżycia. Gdy
dzieci trafiają do sowieckich sierocińców. Gdy granica między dobrem a złem
zostaje starta przez głód.
„Ponury cień Sybiru” to nie jest książka „do
polecenia”. To książka do przeżycia. Szczególnie dla nas – ludzi z Horyńca,
Radruża, tej ziemi. Bo to cień, który pada także na naszą historię. I długo
jeszcze będzie padał, jeśli nie będziemy o nim mówić wprost.
♦♦♦
„Świadectwo pełni człowieczeństwa” – Paweł Antoni
Baranowski
„Kuferek różności” - to trochę pamiętnik, trochę
taka szufladka ze „skarbami”, jaką większość z nas ma w swoim domu, a niektórzy
też w swoim sercu. Właśnie dziś tę dostarczoną przez kuriera książkę
przeczytałem „jednym ciągiem”, nie mogąc się oderwać od tej lektury. To
pierwsza tego typu książka jaka trafiła do moich rąk. Po opisach i adnotacjach
spodziewałem się, co w niej znajdę, ale jednak zostałem zaskoczony tak ogromnym
natężeniem dobra, ciepła, uczuć, wspomnień... To dziś dość rzadkie zjawisko.
Jestem z
tego samego co autorka pokolenia, więc pewnie dlatego było to dla mnie tak
poruszające, bliskie, zrozumiałe, czytelne. To piękne świadectwo wartości
naszego powojennego pokolenia, świadectwo czegoś co niestety odchodzi,
nieodwołalnie zmienia się. Książka jest świadectwem wielkiej wrażliwości
Autorki, wprost wibruje od uczuć, wspomnień, emanuje z niej jakieś dobro,
promieniuje miłością, wiarą i nadzieją. Myślę że powinny się nią zachwycić
osoby z tego naszego powojennego pokolenia, ale przecież i wśród dzisiejszej
młodzieży są ludzie bardzo wrażliwi.
Książka przy
okazji jest dopełnieniem publicznego wizerunku Autorki, znanej ze swoich kilku
książek opisujących przerażający los i potworności zsyłki na wschód polskich
rodzin z terenów zajętych po 17 września 1939 roku przez Związek Radziecki. Tu
jednak mamy piękny klimat tworzony przez Autorkę, skłonną do zachwycenia się
napotkanym pięknym widokiem mgły, osobę czującą, marzącą, tęskniącą, a nawet
czasem śmiejącą się z siebie z pewną dozą autoironii.
To
świadectwo pełni człowieczeństwa, tak ważne wobec najnowszych gwałtownych zmian
świata nas otaczającego, wojny i niepokojących wieści.