♦Mapa zesłań♦




Do Młodych!

Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się
od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

Translate

Szukaj na tym blogu

.

piątek, 24 marca 2017

Wspomnienia z Mandżurii - Maria Milewska



                             Wspomnienia z Mandżurii - Maria Milewska

Szymbark – pociąg donikąd, do lokomotywy zaczepione wagony. Weszłam do jednego z nich i natychmiast wróciła przeszłość. W podobnym wagonie, ja jako nastolatka z matką i czwórką rodzeństwa jechaliśmy z dalekiej Mandżurii do nieznanej i obcej nam Polski.

Na całej długości umieszczone były dwa rzędy prostych prycz. W wagonie jechały trzy rodziny. Było lato, a w pociągu ciasno i duszno. Naszej sześcioosobowej rodzinie przydzielono część górną, bo przeznaczona była dla sześciu osób, poniżej rozlokowały się pozostałe osoby. Miejsce do spania po złożeniu pościeli, przez całą podróż służyło także do zabaw, przygotowywania i spożywania posiłków. Nie było drabinek, które ułatwiały by wejście. Dla nas dzieci była to duża frajda wspinać się po nich, podawaliśmy sobie wzajemnie ręce i już w górze. Były to nasze jedyne zabawy, bo innej for my ruchu nie można było realizować. Nasza mama była młoda, więc i jej wspinaczka na pryczę nie sprawiała trudności. Gorzej, gdy na górnych pryczach „zakwaterowane” były osoby starsze.

Oprócz wagonów przewożących ludzi były też wagony, w których znajdował się nasz dobytek, oraz wagony z żywnością. Dwa razy dziennie mama pobierała produkty spożywcze i przygotowywaliśmy sobie posiłki. Na obiady skład zazwyczaj zatrzymywał się w miejscowościach, w których czekały na nas pożywne dania. W wagonach nie było wody i ubikacji, dlatego podczas postojów, 



Program XXVIII Pielgrzymki Sybiraków na Jasną Górę





 Leśniów – Gidle – Częstochowa 

organizowanej przez Związek Sybiraków w Jarosławiu 

w dniach 6.05 do 7.05 2017 r. 

I dzień: 6 maja 2017 r.:(sobota)

- godz.5:00 - wyjazd z Lubaczowa (MOK).
- godz. 6:00 -wyjazd z Jarosławia (chodnik obok kościoła Świętego 

                          Ducha)
- Przejazd do Leśniowa- nawiedzenie Sanktuarium Matki Bożej  

                                                         Patronki Rodzin
- Przejazd do Gidli - nawiedzenie Bazyliki w Gidlach.
- Przejazd do Częstochowy-zakwaterowanie.
-godz. 17:00 – Msza Św. Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej 

                                  Jasnogórskiej.
- godz.18:30 – Akademia Patriotyczna w Hali Św. Józefa.
- godz.21:00 – Apel Jasnogórski
- godz.21:30 – Nabożeństwo Drogi Krzyżowej Golgoty Wschodu na 

                                 wałach.


II dzień: 7 maja 2017 r.: (niedziela)


- godz.6:00 -Udział w odsłonięciu Cudownego Obrazu.
- Śniadanie we własnym zakresie.
- godz.9:30- Zbiórka pocztów sztandarowych i Pielgrzymów na placu 

                          Rajskim przed pomnikiem Mauzoleum Sybiraków.
- godz.10:00 –Apel poległych. Modlitwa za zmarłych i 

                           pomordowanych Sybiraków.
- godz.11:00–Suma pontyfikalna koncelebrowana w intencji

                          wszystkich Sybiraków żyjących oraz zmarłych i 
                         pomordowanych. Składanie darów ofiarnych przez 
                         delegacje.
- godz.13:00 – Przejazd do Łagiewnik, zwiedzanie i modlitwa 


                         indywidualna.
- Obiad
- Wyjazd w drogę powrotną, przewidywany przyjazd w godzinach 

                        wieczornych.


              Przewidywany koszt – 160 zł na jedną osobę, obejmuje :

1 nocleg , 1 obiad, Ubezpieczenie, Obsługa przewodnika, Opłaty drogowe Viatoll +autostrada, parkingi

Uwaga:

Termin zapisu upływa z dniem 18 kwietnia 2017 r.


Chętni  proszeni są o zgłaszanie się do Związku Sybiraków w Jarosławiu lub telefonicznie 

pod numer: 798 434 281 lub 16/ 628 51 26




wtorek, 21 marca 2017

Udało się nam przetrwać… - Józef Mackiewicz


                             Udało się nam przetrwać… - Józef Mackiewicz

Moi rodzice byli rolnikami, jako dziecko mieszkałem z nimi za Bugiem na Polesiu koło Berezy Kartuskiej. Ojciec za dobrowolną służbę na froncie w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, otrzymał nieodpłatnie w 1930 roku dwadzieścia hektarów ziemi. Akt nadania, który z moją rodziną przetrwał pobyt w ZSRR jest dla nas szczególnym dokumentem.

Wywózka Polaków z naszej kolonii zaczęła się około trzeciej nad ranem. Była to praktycznie ciemna noc i pierwszy transport w historii masowych deportacji XX wieku na tereny imperium radzieckiego. Ludzie byli całkowicie zaskoczeni, bo niczego nie podejrzewali. Do naszego gospodarstwa przyjechał zespół NKWD składający się z kilku Białorusinów i jednego Rosjanina.

Mama od momentu wtargnięcia obcych cały czas płakała. Nie pamiętam czy na osobę czy na rodzinę można było zabrać 2 pudy bagażu, czyli około 16 kg. Rodzice wzięli o wiele więcej, a było to możliwe tylko dlatego, że trafił się im stosunkowo dobry Rosjanin. Gdy zobaczył stojący na płycie kuchennej czajnik, dał matce do zapakowania. Mama odpowiedziała, że jest dziurawy, ale on uparcie jej go dawał mówiąc „ bieriprigaditsja”. Wynika z tego, że doskonale wiedział, jaki los czeka wysiedlanych. Na sanie spakowano pierzyny, ubrania, żywność i zawieziono nas na stację kolejową gdzie już stał pod-stawiony pociąg. Miałem wtedy 9 lat i nie na wszystkie szczegóły zwracałem uwagę. Pamiętam, że wagony zaopatrzone były w prycze, ale trzeba było je jeszcze posprzątać i wyczyścić, bo poprzednio przewożono nim bydło oraz wyrąbać dziurę na toaletę.

Zimy w naszych okolicach zawsze były mroźne i obfite w śnieg, ale ta w 1940 roku była wyjątkowo sroga, jakby nam na złość. Byliśmy ciepło ubrani, ale i tak dotkliwie odczuwaliśmy chłód. Na stacji


Wygnany z cichej własnej chaty- Eugeniusz Kunc



                       Wygnany z cichej własnej chaty- Eugeniusz Kunc

Urodziłem się w 1927 r. we wsi Sztutowa, powiat Jaworów, województwo lwowskie. Miałem dwóch braci. Starszy był marynarze m, służył początkowo w marynarce wojennej, później w handlowej na statku Batory. Drugi uczęszczał do gimnazjum w Jaworowie, a ja najmłodszy do szkoły powszechnej. W grudniu 1939 r. władze radzieckie rozpoczęły rozkułaczanie „bogaczy”. Wyglądało to w ten sposób, że po oględzinach zborów płodów rolnych i inwentarza zabierano to, co zdaniem urzędników było zbędne właścicielom i rozdawano innym. W ten sposób zabrano nam jedną z dwóch krów i zboże. Następnie rozkazano przenieść się do sąsiada, bo nasz dom był obszerny i mogło w nim zamieszkać więcej osób. To były wstępne zabiegi, zapowiadające nadejście zła, okrucieństwa, bezprawia, ludobójstwa w imię niezrozumiałych celów nieuwzględniających praw człowieka zwłaszcza, jeśli tym człowiekiem był Polak).

10 lutego 1940 roku w nocy załomotano kolbami do drzwi. W domu byli rodzice i ja, 13-letni wówczas chłopiec. Kazano nam w ciągu pół godziny spakować się i wyjść. Ojca i mnie ustawiono pod ścianą z lufą karabinu przy głowie. Matka mogła zabrać tylko tyle, ile udźwignie. Wzięła pierzynę, trochę ciepłego ubrania i jedzenie. Ten tobołek wrzucono na sanie, a nas przez głęboki śnieg w trzydziestostopniowym mrozie pędzono w nieznane. Takich jak my było wielu. Spędzono wszystkich do Domu Ludowego w naszej wsi, który napełnił się w krótkim czasie inną niż zwykle muzyką. Płacz 



niedziela, 19 marca 2017

Zesłanie na Syberię w oczach polskiego dziecka - Maria Sadowska



 Zesłanie na Syberię w oczach polskiego dziecka - Maria Sadowska

         Mojej Mamie i pamięci tysięcy Matek Sybiraków poświęcam

Spacerując po elbląskich ulicach z ogromną przyjemnością obserwuję bawiące się dzieci, wesołych i pełnych energii nastolatków. Dumna jestem z osiągnięć edukacyjnych moich wnuków. S ą pełni marzeń, kreatywni, cały świat jest w ich zasięgu. I czasami w ten optymistyczny, wręcz sielski nastrój wdzierają się wspomnienia z mojego dzieciństwa. Nie towarzyszy im uśmiech, lecz smutek i zaduma. Pamięć przypomina ukryte w zakamarkach mózgu strach i wspomnienie głodu, które przez wiele lat było nie odłącznym towarzyszem deportowanego w głąb ZSRR dziecka.
A przecież moje dzieciństwo mogło być szczęśliwe.Pochodzę z Miszelmontów w powiecie dziśnieńskim, gmina Hermanowi-cze, województwo wileńskie. Moi pradziadkowie mieli tam posiadłość. Można powiedzieć, że urodziłam się w 1936 roku jako „panienka z dobrego domu”.

Historia mojej rodziny i jej tułacze losy wynikały nie tylko z faktu zamieszki-wania na terenach przyłączonych do ZSRR na mocy paktu zawartego pomiędzy ZSRR a Niemcami „O przyjaźni i granicy”, ale tak że z powodu działalności mojego ojca. Tuż przed wybuchem II wojny światowej stacjonował w Wilnie,w wojsku polskim. Po 1 września, gdy jednostkę rozwiązano, powrócił do domu i wkrótce rozpoczął pracę na poczcie w Dziśnie. Nie wiem tego na pewno, ale mogę przypuszczać, że mój ojciec był członkiem Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), do którego zmobilizowano część osadników wojskowych. Po reorganizacji KOP w 1939 roku funkcjonowały



czwartek, 9 marca 2017

Samotne dzieciństwo- Wanda Pietrzak


  Samotne dzieciństwo- Wanda Pietrzak


Długo w moich snach pojawiły się sceny z zesłania. Towarzyszyły mi w okresie dorastania, a także gdy byłam spełnioną żoną i matką. Ustały, gdy po 28 latach spotkałam się z najdroższą mi osobą, czyli matką, za którą ogromie tęskniłam i której brak odczuwałam od 1940 roku.

Urodziłam się w 1932 r w Zdołbunowie. Było to miasto należące do obwodu rówieńskiego w województwie wołyńskim. W domku przy ulicy Kościelnej prowadzącej do kościoła rodzice wynajmowali mieszkanie. Mój ojciec Bronisław Budzyński (ur. 24.12.1900 r. w Kiczkach, powiat Mińsk Mazowiecki) pracował jako policjant. Wychowaniem dwój ki dzieci, czyli mnie i starszego o cztery lata brata Ryszarda zajmowała się mama. Pensja tatusia wystarczała nam na dostatnie życie, w domu nie było biedy, byliśmy zdrowi, dobrze odżywieni i ubrani. Mamusia należała do bardzo zaradnych i przewidujących kobiet, o czym świadczą zgromadzone na nasze dalsze kształcenie pieniądze w kwocie siedmiu tysięcy złotych.

Przez pierwsze dni od wybuchu wojny chodziliśmy do szkoły, chociaż nauka przerywana była częstymi nalotami. Pamiętam, że kilka razy biegłam ze szkoły do domu, bo nauczycielka tym dzieciom, które mieszkały w pobliżu szkoły pozwalała wracać do domu, a z pozostałymi szła do schronu. Lubiłam z bratem być w schronie, ale mamusia panicznie się go bała. O wejściu Rosjan na 



Mamie z podziękowaniem - Ryszard Kwiek



                                                                      

  Mamie z podziękowaniem - Ryszard Kwiek

Urodziłem się 14 marca 1937 r. w Baranowiczach, obecnie miasteczko to należy do Białorusi. Mój ojciec – Witold (1907-1984) był zawodowym wojskowym w stopniu starszego sierżanta i pracował jako rusznikarz w warsztatach 20 pułku Artylerii Lekkiej. Zajmował się głównie napraw ą i konserwacją broni ręcznej i dział. Matka – Stanisława z domu Niemyjska- Wenert (1908-1976) pochodziła z herbowej szlachty i jako żona zawodowego wojskowego zajmowała się prowadzeniem domu. W 1938 r. rodzice przenieśli się do Brześcia, ponieważ ojciec otrzymał służbowe przeniesienie i zamieszkaliśmy w zakupionym domu przy ulicy Kasztanowej 70. Był to rejon w okolicach parku, przy drodze do znanej twierdzy. Twierdza brzeska była dużym kompleksem umocnień, jej budowę rozpoczęto w pierwszej połowie XIX wieku. Ze względu na strategiczne położenie stale była rozbudowywana. Od zakończenia I wojny światowej należała do Polski, a po 17 września 1939 r. władali nią Rosjanie, aż do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. W tym też okresie stała się miejscem kaźni polskich patriotów. Była tak że więzieniem etapowym dla deportowanych więźniów.

Kilka dni po wybuchu II wojny światowej ojciec obawiając się o nasze bezpieczeństwo, nocą przewiózł mnie i mam ę do Ciechanowa – rodzinnego miasteczka moich rodziców. Biorąc udział w 



Tułacze losy Ryszarda Przewłockiego: Polska-Syberia-Afryka-Australia


 
 Tułacze losy Ryszarda Przewłockiego: 
 
Polska-Syberia-Afryka-Australia


Od wydarzeń, które opisuję w niniejszej pracy minęło ponad 60 lat. Dla historii świata to niewiele, ale dla historii człowieka to całe życie. Do dziś żyją jeszcze ludzie, którzy sami przeżyli tamten koszmar. Mieli wtedy zaledwie kilka lub kilkanaście lat, a życie udzieliło im już wielkiej lekcji – lekcji przetrwania w ekstremalnych warunkach. Wspomnienia tych ludzi są bezcenne dla naszej wiedzy o tym, co się wtedy wydarzyło. I mimo, że są to wspomnienia nieco zatarte przez upływający czas, to są bardzo ważnym źródłem wiedzy dla wszystkich , którym nie jest obojętna przeszłość naszej Ojczyzny i los jej obywateli.
Dzięki uprzejmości mojego rozmówcy – Ryszarda Przewłockiego – jeszcze jedna historia losów Polaków zesłanych przez władze radzieckie ujrzy światło dzienne. Będzie to osobista relacja człowieka, który przeżył to „piekło na ziemi”. Wspomnienia Ryszarda nie były dotąd nigdzie publikowane.

1. Życie w Polsce

Ryszard Przewłocki urodził się 17 kwietnia 1932 roku w Dubnie, małym powiatowym miasteczku na Wołyniu.

Fot. 1 
Jan Przewłocki z synami Ryszardem 
( z lewej) i Henrykiem - 
fotografia ze zbiorów prywatnych


Razem z rodzicami i bratem mieszkał przy ulicy Nadbrzeżnej. Jego ojciec, Jan, urodzony w 1899 roku, był policjantem. Matka, Maria z domu Drozd, urodzona w roku 1905, prowadziła dom i opiekowała się dziećmi. Brat Henryk był od niego o rok młodszy – urodził się w 1933 roku. W domu obok mieszkała ich rodzina – ciotka Anna Judycka z mężem i córką Swietłaną i druga ciotka Aleksandra Czerkawska z mężem i synem Zygmuntem. Ojciec Ryszarda został aresztowany razem z innymi policjantami i wywieziony do Ostaszkowa. Przez 60 lat nie było żadnych wiadomości o jego losie. Dopiero w roku 2000 Ryszard znalazł nazwisko ojca liście ofiar katyńskich Okazało się, że uwięziony był w Ostaszkowie, rozstrzelany w Twerze i pochowany został w Miednoje. Matka Ryszarda nigdy nie dowiedziała się co stało się z jej mężem i ojcem 



sobota, 4 marca 2017

ZAPISKI ANNY RUDAWCOWEJ


                                                                           


 ZAPISKI ANNY RUDAWCOWEJ


24 sierpień 1939 r

W rękopisach mojej mamy znalazłem zapiski z 1939 r. , z ostatnich już bardzo niebezpiecznych dni sierpnia i z kilku dni września, czyli z okresu, od którego praktycznie zaczęły się sypać na Polskę wszystkie nieszczęścia, trwające w pewnym sensie do dnia dzisiejszego. Nie mają one początku ani zakończenia…
-------------------------------------------
Anna Rudawcowa


Ruch na ulicy od samego rana. Żydzi zbierają się gromadami, rozprawiają, gestykulują. Zaraz po śniadaniu o godź 8-ej przyszły Mojsiewiczowa i Lisiewiczowa. Obie zdenerwowane, zapłakane Lisiewiczowa z butelką jakiegoś lekarstwa w ręce. Mojsiewiczowa ledwo weszła do przedpokoju, krzyknęła – Czy wie pani co się stało? Wojna! Trochę mi się niewyraźnie zrobiło. Skąd wojna? Dopiero słuchałam radia, dziennika porannego. Mówili wprawdzie o nowych prowokacjach niemieckich, dawali do zrozumienia, że sytuacja jest poważna, ale o wojnie ani słowa. Już od kwietnia wisi nad nami ta zmora. Myśli powoli oswajały się z nią, powtarzaną coraz częściej, ze wojna może lada chwila wybuchnie, pomimo to wydaje się czymś nierealnym , dalekim. Uspokoiłam zdenerwowane panie. Jeszcze nic nie wiadomo, skąd takie alarmujące wiadomości?
Mobilizacja!-Oświadczyły. Okazało się później, że rzeczywiście powołano dziewięć roczników rezerwistów. Wyszłam na balkon. 



♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękujemy za czas, który poświęciłeś, aby być tu z nami.
Mamy nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.