♦ Do Młodych ! ♦


Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!



Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.



Pieśń dedykowana Matkom Sybiraczkom


"Moja matko ja wiem" - pieśń z Koła w Kołobrzegu

Moja Matko ja wiem ile nocy nie spałaś

Gdy przy pryczy klęczałaś kiedy ja chory był
W ciszy nocy szeptałaś, Boże spraw, Boże ratuj me dziecię
Boże daj by mój synek maleńki wyzdrowiał i żył.


Matko Polska Ty szłaś poprzez step i zawieję
Po ziemniaki, kapustę i chleb
I chowałaś swych bliskich w bezimiennej mogile
W głuchym stepie Irkucku, wśród tajgi i pięknych jej drzew


Matko moja to Ty, tylko Ty nas uczyłaś
Kochać Boga w piosence, pacierzu i snach
Dzięki Tobie o Matko do ojczyzny wróciłem
Dzięki Tobie ja żyję ja kocham o Matko ja śnię .......


Translate

Szukaj na tym blogu

wtorek, 26 marca 2019

Utracona młodość- Julian Żukowski


                              


  Utracona młodość- Julian Żukowski


Pochodzę z Wołynia. Urodziłem się 8 maja 1932 r. w Równem. Po ponownym wkroczeniu wojsk radzieckich w 1944 r. na Wołyń wprowadzono zarządzenia obowiązujące w ZSSR. Wynikało z nich między innymi to, że młodzież, która ukończyła 12 lat musi nauczyć się zawodu. Ponieważ miałem już 12 lat skierowano mnie do szkoły zawodowej do miasta Kostopol, odległego od Równego o 20 kilometrów. W szkole uczyłem się ciesielstwa i stolarstwa oraz języka rosyjskiego. Nauka nie trwała długo. Jesienią 1944 r. moją klasę w ilości 20 uczni wysłano do miasta Podporoże, położonego pomiędzy jeziorami Onega i Ładoga. Jeziora te łączyła rzeka Świr. Zakwaterowano nas w baraku. W jednym pomieszczeniu mieszkaliśmy w piątkę. Zamiast nauki skierowano nas do pracy. Otrzymaliśmy sprzęt: piły, siekiery i kilofy. Usuwaliśmy wszystko co rosło na poboczu rzeki Świr



niedziela, 24 marca 2019

Wspomnienia z zesłania na Sybir - Genowefa Klauzer


                        
                    Wspomnienia z zesłania na Sybir - 

                             Genowefa Klauzer domu Białobrzewska


Do czasu zesłania nas na Sybir mieszkałam wraz z rodziną na Kresach w osadzie Planta, pow. baranowicki, woj. nowogródzkie. W dniu 10 lutego 1940 r. w nocy przyjechali saniami politruki do naszego domu, kazali podnieść ręce do góry, dwóch stało z bronią w ręku obok niego. Wszystkich pobudzili i kazali ubierać się. Ojcu i matce odczytali „rozkaz”, że za to, że ojciec jest piłsudczykiem i ma nadaną ziemię za zasługi wojenne w 1921 r. zostaje zesłany wraz z rodziną w głąb Rosji. Wszyscy się trzęśli z zimna i przestrachu, bo mróz był tej nocy 40C, a oni pootwierali drzwi i okna.

Rodzina moja składała się z ojca, matki i ośmiorga dzieci. Ja byłam najstarsza i miałam 16 lat, najmłodszy brat miał półtora roku. Na taką drogę trzeba było ciepło się ubrać. Dzieci były poowijane w koce, układane na saniach jak śledzie i przykryte pierzynami. I tak wieźli nas na stację Leśna w odległości 20 km. Po wyjechaniu na drogę zrobiło się widno i zobaczyliśmy wówczas, że to nie tylko my, ale wszystkich osadników z osady wywożą. Cały sznur furmanek już jedzie w kierunku stacji, a było 29 rodzin osadników i były one bardzo liczne. W Leśnej już były podstawione wagony towarowe. Były wagony większe – na siedem rodzin i mniejsze na cztery. My dostaliśmy wagon mniejszy, za to liczne rodziny sąsiadów Dąbkowskich, Łosińskich. Razem było nas 32 osoby i nasze rzeczy, które mogliśmy uchwycić w tym popłochu. W wagonach były



sobota, 23 marca 2019

Byłam zesłana na Sybir - Tamara Pfeiffer z domu Kowalczyk


     


  ♦Byłam zesłana na Sybir - Tamara Pfeiffer z domu Kowalczyk♦

                                        córce Annie i wnuczce Agacie
                                                        Nie zapomnijcie!



Rodzice moi pobrali się w 1919 r. w Stawropolskim Kraju. Dziadek Kazimierz Kowalczyk – ko-lejarz był wysłany z Piotrkowa Trybunalskiego do pracy na kolei do Stawropola wraz z całą rodziną – żoną Józefą, synami Józefem (1896 r.) i Władysławem (1898 r.).
Tam właśnie poznali się moi rodzice – Józef Kowalczyk i Agata Gonczarewicz. Matka była Rosjanką.
Do roku 1939 mieszkaliśmy na Kresach Wschodnich stacja Bereza Kartuska, wieś Błudeń.
Ojciec zajmował się handlem i pracował społecznie; był założycielem Spółdzielni „Społem” co bardzo denerwowało Żydów. Poza tym był zagorzałym zwolennikiem Piłsudskiego.
17 września 1939 r. wkroczyli do nas Bolszewicy. Pamiętam, że Żydzi wraz z miejscowymi komunistami zorganizowali powitanie z kwiatami. Mieli na ramionach czerwone przepaski i karabiny.
24 września ojca i ośmiu innych mieszkańców Błudnia (m.in. Michała Bieńko, Konstantego Ko-lińskiego, kierownika szkoły oraz Konstantego Moraczewskiego) aresztowano i po kilku dniach osadzono w więzieniu w Prużanach. W 1940 r. w maju ojca wraz z innymi wywieziono w głąb Rosji i ślad po nim zaginął. Zostałyśmy same: mama (1898 r.), siostra Lola Helena (1921 r.), i ja Tamara (1929 r.).
W 1940 roku zaczęły się deportacje Polaków w głąb Związku Radzieckiego. Wiedziałyśmy, że nas również nie ominie wywózka. W nocy z 20 na 21 czerwca 1941 r. – wielkie łomotanie do drzwi. Weszli NKWD-ziści i miejscowi komuniści.. Zaczęła się rewizja, wszystko powywracano do góry nogami, no i naturalnie skrupulatnie przeglądano album z fotografiami.
Powiedziano nam, że wysiedlają nas w baranowicką obłaść, wiedziałyśmy, że to wierutne kłamstwo, że czeka nas Syberia. Mamę 



Wspomnienia z zeslania - Józefa Dzyra

           


          Wspomnienia z zesłania - Józefa Dzyra z domu Stykowska 

Opiszę w miarę dokładnie, co zarejestrowała moja pamięć.
Na prośbę wnuków napisałam moje wspomnienia. Nie wszystko co przeżyło moje pokolenie i moje rodzeństwo można przelać na papier.

Ktoś może powiedzieć: Nic ciekawego! Może to nie jest ciekawe bo to okres niewoli. 


Jest to historia, a zarazem ostrzeżenie: dla potomnych i dla polityków imperialistycznie nastawionych, dążących do waśni sąsiedzkich. Szafujących losami ludów i własny naród wplątując w wir wojennych działań.
Opisując moje tułacze dzieciństwo opisałam jednocześnie los dzieci, które cierpiały głód, poniewierkę, niewygody nie mając pojęcia za co.
Za co tylu poniosło śmierć, nie zaznawszy uroków życia?
Za co ta ofiara?
Kto nam odpowie za utracone dzieciństwo, młodość i zdrowie, kto nam zapłaci za utracone domy, rodziny, rodziców - za utraconą Ojcowiznę?
I znów politycy szykują wojnę, mordują niewinne ludy, a dzieciom zabierają dzieciństwo dom i najbliższych. Pokolenie moich dziadków nie miało spokojnego dzieciństwa, byli wygnani z własnych posiadłości za patriotyzm rodziców i krewnych biorących udział w powstaniach o wolność Narodu, o wyzwolenie spod najeźdźczych rządów. Pokoleniu moich rodziców znów najeźdźca zabrał cały dorobek międzywojnia.
Moje pokolenie płaciło za Polskość i Wolność, kładło swe życie na szafot...
Dokąd to ma trwać?
- Czyż nie można przeżyć życia w spokoju, dobro-bycie, wzajemnym szacunku?

Rok 1939


Wołyń nad Stochodem, Ostrów, gdzie beztrosko w rodzinnej miejscowości wiodłam moje życie szczęśliwe i beztroskie, wśród pól, 




♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękuję za czas, który poświęciłeś, aby tu być .
Mam nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.


♦Emblematy na pomnikiI♦

Takimi porcelankami powinny być oznaczone groby Sybiraków.
Producent:
Foto Ceramika Opal ul. Zembrzycka 112b 22-445 Lublin                                        biuro@opal.lublin.pl +48 81 744 99 00