♦DANE INFORMACYJNE♦




Związek Sybiraków
Koło Terenowe w Lubaczowie

ul. Słowackiego 34a
37-600 LUBACZÓW
/budynek Spółdzielni Mieszkaniowej/

DYŻURY

w czwartek od godz. 11:00 do 12:00

sybiracy.lubaczow@gmail.com


Translate

Szukaj na tym blogu




Do Młodych!

Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się
od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

.

sobota, 24 czerwca 2017

Aresztowanie – Anna Urbanowicz


                                                                         

                                             ♦Aresztowanie – Anna Urbanowicz♦

RELACJA Z DOMIESZKĄ SARKAZMU

W zbiorach Instytutu Polskiego i Muzeum gen. W. Sikorskiego (kolekcja 138, t. 288) znajduje się relacja opatrzona numerem 11631. Jej autorką jest Anna Urbanowicz, uczennica, ochotniczka. Niestety, wiadomo o niej tylko tyle, co można wywnioskować z niniejszego tekstu. Sądzę, że była córką oficera rezerwy, przed wojną administratora podwarszawskiego majątku. W kwietniu 1940 roku razem z matką, bratem, babcią Stanisławą oraz ciocią z synem, została zatrzymana przy nielegalnym przechodzeniu przez granicę w rejonie Ostrowi Mazowieckiej. Ciekawą postacią była babcia, prawdopodobnie mieszkająca w Białymstoku (w województwie białostockim), żona zmarłego wcześniej majstra włókienni-czego (osadnika?) pochodzenia niemieckiego o nazwisku Goltshall. Po krótkim pobycie w zaimprowizowanym areszcie w Lubotyniu Anna i jej babcia zostały przewiezione do Szepietowa, tam przeprowadzono wstępne śledztwo i uwolniono S. Goltshall. Natomiast Annę Urbanowicz dowieziono wagonem do więzienia w Białymstoku.

Znamy już sporo relacji z tego miejsca przeklętego przez ofiary NKWD i potem Gestapo. Relacja jednak Anny zawiera kilka oryginalnych informacji i ocen z życia więźniarek. Autorka obiektywnie opisała zachowanie funkcjonariuszy, także w tym przypadku zdobyła się na drwiny. Prawdopodobnie otrzymała wyrok 5 lat pobytu w łagrze. Nie opisała drogi na wschód. Wiadomo jedynie, że trafiła do Nowego Koksynu w Kazachstanie. Ten obóz dopiero powstawał, więźniarki zatrudniono przy sypaniu wałów kanałów nawadniających. Sławomir Kalbarczyk w wykazie łagrów sowieckich uwzględnił dane z relacji A. Urbanowskiej, ale nie korzystał z niej bezpośrednio, a poprzez książkę: S. Mora, P. Zwierniak (K. Zamorski, S. Starzewski), Sprawiedliwość sowiecka, Włochy 1945.

Dane z łagru nie zasługują na miano rewelacyjnych, są jednak ciekawe, zawierają bowiem interesujące zdarzenia. I w tym przypadku autorka nie stroni od sarkazmu, zwłaszcza przy charakterystyce osób. Warto też zwrócić uwagę na proces wymuszonego przystosowywania się łagierniczek do barbarzyńskich warunków bytu i pracy.

W sumie relacja to warta poznania w całości. Mam nadzieję, że dzięki Czytelnikom uda się uzupełnić dane o autorce, a jeszcze cenniejsze byłyby inne wspomnienia o łagrze Nowy Koksyn.

Adam Czesław Dobroński

*

Dnia 19 czerwca 1940 r. zostałam aresztowana w okolicy Szepietowa1 na linii Zambrów – Ostrów Mazowiecki za chęć przedostania się do Warszawy. Miałam wówczas zaledwie ukończone lat 17-cie. Fama głosiła, że na granicy aresztują tylko ludzi w wieku od 18 do 60-ciu, z wyjątkiem matek z małymi dziećmi. Czy rzeczywiście istniała taka


środa, 21 czerwca 2017

Skarga dziecięcia- Elżbieta Sławińska-Stepska

Skarga dziecięcia- Elżbieta Sławińska-Stepska

Powiedz mi Boże – dlaczego Ja
nie znam ojca swojego?
Czemu ta miłość ojcowska
Jest tak odległa i obca?

A czy koniecznym to było,
Żeby rozdzierać na siłę – Żeby
trzyletnie dziecko
Wywozić na ziemię sowiecką?

A jakież to wielkie przestępstwo –
Zdołało popełnić maleństwo?
Że w zimnym wagonie wiezione
W daleką, nieznaną stronę?

A czy Wy wiecie Rodacy
Co wycierpieli Polacy?
 

Wspomnienia łagiernika- Edward Kuczyński


                                                                                  

                       Wspomnienia łagiernika- Edward Kuczyński♦

Autor relacji był żołnierzem Armii Krajowej. 1 listopada 1944 roku został aresztowany w Białymstoku, gdzie w tamtejszej siedzibie NKWD przy ul. Ogrodowej pod-dany był uciążliwemu śledztwu. Skazany został na 10 lat łagrów. Z Białegostoku prze-wieziony został do więzienia w Grodnie, potem do Orszy i Witebska. Następnie wysłany został do obozu w rejonie Krasnojarska, gdzie w okolicy stacji kolejowej Renota pracował przy budowie kolei. Tam uległ wypadkowi i po wyleczeniu ran przewieziony został do obozu nr 4 w okolicach Karagandy (Kazachstan). Pracował tam przy budowie kopalni oraz w zakładach przeróbki węgla, następnie zaś jako górnik. W roku 1954 został uwolniony i powrócił do Białegostoku.

*

Zostałem zaliczony do ludzi całkowicie wycieńczonych, nie nadających się do żadnej pracy. Nazwa choroby „dystrofia”, tj. skazany na powolne kona-nie. Ale rogata polska dusza nie chciała wyjść z ciała. Wywieziony zostałem do obozu nr 2, rolniczo-gospodarczego, który zaopatrywał wszystkie mniejsze obozy pracy w żywność. Był tu także centralny szpital dla ciężko chorych, do którego przywożono ludzi z mniejszych obozów. Kilkadziesiąt brygad musiało obrobić wszystkie pola i przygotować wyżywienie dla wszystkich obozów. W baraku mieszkało około 200 ludzi. Na narach do spania, jedzenia i odpoczynku mieściły się 4 osoby. Dla chorych były łóżka. W baraku dla inwalidów były poczwórne nary.

Ludzi było bardzo dużo, w przybliżeniu około pięciu tysięcy, różnych na-rodowości. Zostali przywiezieni z całej Azji i z połowy Europy, a nawet byli Niemcy, Francuzi, Anglicy, wszyscy nie wojskowi. Większość była w takim samym stanie jak ja, całkowicie wycieńczeni. Wszyscy podzieleni na brygady. Od czasu do czasu prowadzono na roboty, które jeszcze mogliśmy wykonywać i gdzie można było coś ukraść do jedzenia. Organizm przed sobą nie widział nic, wołał tylko jeść. Przed drzwiami kuchni stałem po 3-4 godziny, 



sobota, 17 czerwca 2017

W drodze na Syberię- Eugeniusz Lachocki



                                                                         

                          ♦W drodze na Syberię- Eugeniusz Lachocki♦

Eugeniusz Lachocki urodził się na Polesiu. W 1940 roku został wywieziony wraz z rodziną na Syberię. W 1942 roku wyjechał stamtąd z Armią Polską tworzoną przez gen. W. Andersa w ZSRR. Walczył we Włoszech i po wojnie osiadł w Wielkiej Brytanii. Po ukończeniu studiów i uzyskaniu dyplomu inżyniera elektroniki wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował do czasu przejścia na emeryturę. Obecnie mieszka na Florydzie. Publikowana relacja pochodzi z książki zatytułowanej Stracone Polesie, wydanej w roku 1993 w Stanach Zjednoczonych.

*

Patrząc na druty kolczaste poczułem się jak dziki zwierz w klatce. Za drutami zostały moje marzenia ukończenia studiów, moja młodość, moje beztroskie życie w gronie rodziny i przyjaciół. Po tej stronie drutów utrata wolności, odpowiedzialność za rodzinę, Syberia i z nią związana pewnie ciężka praca, głód, mróz i może nawet śmierć. Przeklinałem Hitlera i Stalina.

Odwiedzający nas ludzie tłoczyli się wokoło kolczastych drutów, przekazując ostatnie pożegnania i zapewnienia pamięci i pomocy. Pod wieczór niektórzy młodzi chłopcy potrafili wymknąć się z zagrody i zmieszać się z tłumem. Żołnierze nie mieli listy więźniów, więc było trudno sprawdzić czy ktoś uciekł. Nie mogłem sobie pozwolić, żeby myśleć o ucieczce, przecież nie zostawię młodsze rodzeństwo, Mamę i Babcię samych.

Wreszcie zapędzono nas znowu do swoich wagonów. Żołnierze zamknęli drzwi od zewnątrz i pociąg ruszył. Wewnątrz wagonu były prycze na podwyższeniu. Niektórzy umieścili się tam i przez małe okienko żegnali swoje domy. Inni ułożyli się na swoich tobołkach na podłodze. W środku wagonu było coś w rodzaju ubikacji z otworem


Niezapomniane jutro- Gryzelda Nizioł Lachocka


                                                                           

                      ♦Niezapomniane jutro- Gryzelda Nizioł Lachocka♦

Autorka tej relacji urodziła się na Polesiu w osadzie wojskowej w rodzinie siedmiorga dzieci. Z wybuchem wojny w 1939 roku, Gryzelda mając osiem lat, skończyła dwie klasy szkoły powszechnej. Wywieziona z rodziną do Rosji na Syberię 10-tego lu-tego 1940 roku, spędziła dwa lata w okropnej nędzy i głodzie. Z chwilą amnestii, rodzi-na opuszcza północną Syberię, aby zacząć pracę na roli w sowchozie blisko Taszkientu. Podróż w towarowym pociągu trwała trzy miesiące. Publikowany poniżej tekst pochodzi z książki G. Nizioł Lachockiej pt. Niezapomniane jutro. „Kto przeżyje wolnym będzie, a kto umarł, wolny już” , Lawrenceville, Virginia 23868 USA, 1999. Przedruk w „Zesłańcu” za zgodą Autorki. (red.)

*

Wcześnie rano dochodzimy do miasta, które nazywa się Archangielsk. Tam zbierają nas wszystkich w ogromnym teatrze, z którego usunięto wszystkie siedzenia. Teatr ten chyba nigdy nie był świadkiem tak wielkiej tragedii ludzkiej. Nigdzie nie można się ruszyć, bo można się zgubić. Nawet wyjście do ustępu wymaga wielkiej odwagi. Organizują nas w grupy i wysyłają do „bani”. Ludzie cieszą się, że w końcu będą mogli się wykąpać. Popędzają, pchają tą „polską swołocz”, którą trzeba nauczyć trochę kultury. Także żeby nas trochę odwszyć, więc zabierają wszystkie ubrania do dezynfekcji. Po kąpieli nikt nie może się ubrać, bo przy gorącej parze wszystko się pokurczyło.

W takim opłakanym stanie prowadzą nas do restauracji, gdzie przy stołach dają nam gorący posiłek. Po tak długiej podróży głodni, zmarznięci, nie ma dziecka, które by nie było chore. Tadzik ma wysoką gorączkę i całą głowę pokrytą wrzodami. Między chorymi 



piątek, 16 czerwca 2017

W tajgach Sybiru i na stepach Ukrainy - Roman Wojtyło cz.2.


                                                                           


        ♦W tajgach Sybiru i na stepach Ukrainy - Roman Wojtyło cz.2.♦

W warunkach wojny zapotrzebowanie na różne surowce było ogromne. Zalecono, by kto może (starcy, dzieci) zbierał to, co do zbierania się nadawało, między innymi korę z młodych wierzb, kminek, skórki z drobnych zwierząt futerkowych żyjących dziko w lesie. Dotyczyło to w szczególności burunduków – zwierzątek o wielkości świnki morskiej. Były to gryzonie o popielatym ubarwieniu. Na grzbiecie każdego (samca i samiczki) przebiegało podłużnie pięć czarnych pasków. Futerka tych zwierząt były sprzedawane do Ameryki i innych krajów. Były bardzo drogie i futro z tych skórek stanowiło majątek. Gryzonie te nie liniały na wiosnę, można więc było na nie „polować” przez cały rok. Zajmowały się tym przeważnie dzieci. Kilkoro z kijami w ręku obstawiało leżące w lesie drzewo, jedno czekało, aż po pniu zaczną biegać burunduki. A zaczynały biegać, gdy ktoś zaczynał świstać tak jak czynią to zwierzęta, szczególnie w okresie rui. Myśliwi z kijami rzucali się do ataku i jak dobrze szło, kilka sztuk zostawało zabitych. Działanie to powtarzano wielokrotnie. W ciągu dnia zdarzało się zdobyć kilkanaście i więcej sztuk. Ściąganie skórek mogło być wykonywane tylko przez specjalistów. Natomiast pozyskiwanie kory z młodych wierzb wynikało stąd, że kora niezbędna była przy wyprawianiu wszelkiego rodzaju skór zwierzęcych. Korę ściągało się z drzew rosnących czyli żywych. Drzewo po takiej operacji usychało, lecz cel uświęca środki... Dzieci zbierały także kminek. Duża ilość tych roślin rosła przy polnych drogach. Za wszystkie tego rodzaju zdobycze w punkcie skupu można było otrzymać pieniądze, proch strzelniczy lub garnki żeliwne do gotowania czy kamienne na wodę lub mleko.

W połowie czerwca rozpoczęła się bardzo ważna akcja – sianokosy. Wy-żywienie koni wymagało zgromadzenia na zimę ogromnej ilości siana. Koszono je na leśnych polanach, na których nie uprawiano zbóż. Siano kosili wszyscy, którzy umieli kosić kosą – mężczyźni, kobiety i dorastająca młodzież. Skoszone trawy należało przewracać, 



W tajgach Sybiru i na stepach Ukrainy - Roman Wojtyło cz.1.


                                                                                


           ♦W tajgach Sybiru i na stepach Ukrainy - Roman Wojtyło cz.1.♦

Roman Wojtyło – urodzony 21.10.1932 roku w miejscowości Kuropatniki, pow. Brzeżany; woj. tarnopolskie w rodzinie chłopskiej. 10 lutego 1940 roku został wywieziony wraz z rodzicami – Franciszkiem i Marią oraz siostrą Władysławą na Sybir do miejscowości Borzowo w Krasnojarskim Kraju. Do Polski powrócił z rodziną w styczniu 1946 roku (wszyscy zamieszkali w Ulesiu w powiecie legnickim). W Legnicy ukończył w 1948 r. szkołę podstawową, a następnie w 1952 liceum ogólnokształcące. W latach 1952-1957 studiował na Wydziale Budownictwa Politechniki Wrocławskiej i uzyskał dyplom inżyniera budownictwa lądowego (specjalność konstrukcji budowlanych). Pracę zawodową rozpoczął w 1957 roku na stanowisku kierownika budowy. W kolejnych latach pracował jako inspektor nadzoru budowlanego oraz zastępca dyrektora ds. technicznych w różnych firmach budowlanych. Jednocześnie przez kilka lat nauczał w wieczorowym Technikum Budowlanym w Legnicy. Odznaczony, między innymi, Srebrnym Krzyżem Zasługi za wkład w rozwój budownictwa, Złotą Odznaką Zasłużony dla Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych. Za budowę Domu Harcerza w Legnicy otrzymał w 1989 roku Honorową Odznakę Przyjaciół Harcerstwa. 21 października 1992 roku przeszedł na emeryturę. W 1999 roku wstąpił do Związku Sybiraków. 21 września 2005 roku został odznaczony przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Krzyżem Zesłańców Sybiru. W 1958 roku zawarł związek małżeński z Marią z domu Szełemiej. Zamieszkali oboje w Legnicy, gdzie żyją do tej pory. Mają dwie córki i syna. Wszyscy troje są absolwentami wyższych uczelni Wrocławia.


*
Boże, ile to dni, ile lat minęło od 1 września 1939 roku, gdy po raz pierwszy w życiu miałem pójść do szkoły w mojej rodzinnej wsi, Seńkowie Kuropatnickim (powiat Brzeżany, województwo tarnopolskie). Dzień wstał jasny, słoneczny, na niebie nie było ani jednej chmurki, na trawy i drzewa opadła rosa i skrzyła się w słońcu jak iskierki ognia. Wstałem wcześniej niż było konieczne, nie mogłem spać podniecony moim szkolnym początkiem. Wyszedłem na po-dwórko, popatrzyłem na gołębniki umocowane pod okapem stajni. Na szerokiej desce biegnącej przez całą długość stajni, pod



Tak ciepło mówił o Sybirakach


                                        ♦Tak ciepło mówił o Sybirakach♦

O zadośćuczynienie ofiarom syberyjskich zsyłek, sowieckich łagrów….

- [...] Warto podkreślić, że Ksiądz Arcybiskup często upominał się o zadośćuczynienie ofiarom sowieckich łagrów, syberyjskich zsyłek...

- Mam wiele sentymentu do tych ludzi. Proszę zauważyć, że oni dopiero od niedawna mogę mówić pełnym głosem. Wcześniej ich dramatyczna historia była skrzętnie ukrywana. To były białe plamy w ich życiorysach.

Wszyscy inni mogli mówić, domagać się swych praw, tylko nie oni. Proszę popatrzeć choćby na wysiedlonych w Niemczech. Bardzo szybko pozakładali związki i organizacje. Za pośrednictwem mediów kształtowali, taki a nie inny, obraz swego wysiedlenia.

W tym samym czasie polscy wypędzeni mieli zamknięte usta. Nie mogli mówić o swoim losie, a co dopiero upominać się o odszkodowania. 


Uważam, że jest to wielka niesprawiedliwość. Wciąż należy poruszać ten problem, aby przynajmniej ci, którzy jeszcze żyją, otrzymali, choćby symboliczne, zadośćuczynienie.

Dobrze się stało, że kiedy władze zezwoliły im na jawną działalność, tak szybko się zorganizowali i są aktywni… [...]


                                                          Ks. prof. dr Marian Arcybiskup Gołębiewski
                                                                            Metropolita Wrocławski
                                                                                 Wrocław, 2004 rok

/Tekst pochodzi ze strony : http://www.sybiracy.wroc.pl/index.php?page=powiedzieli/


czwartek, 15 czerwca 2017

Dlaczego ?


                                                                            

                                                                   Dlaczego ? - 

               ♦Piękne i wartościowe słowa Sybiraka Bohdana Rudawca♦

Nas Sybiraków nachodzi refleksja, dlaczego nad naszym, Polaków losem nikt nie płakał, gdy stłoczeni w zaryglowanym bydlęcym wagonie wywożona nas na Sybir.

Byliśmy dziećmi przestraszonymi zbudzonymi w nocy stłoczonymi w ciemnych zimnych wagonach. Nikt nie płakał za tymi co w strasznej nędzy z głodu i chorób pomarli i tam na zawsze pozostali.

Nawet po powrocie do wytęsknionego kraju z piekła prześladowań i upokorzenia, kantat i ballad nikt nie układał i nie śpiewał, lecz przeciwnie nie wolno nam było przyznawać się do sześcioletniej wygnańczej katorgi. W życiorysach, których wymagano w każdej szkole i każdej pracy zmuszony byłem pisać, że w latach 1940-1946 przebywałem na terenie Związku Radzieckiego( z czego wynikało, że na Sybirze byłem z własnej woli).

Dziś w 77 rocznicę wywózek zamiast wspomnień i pieśni, tu i ówdzie pojawiają się lakoniczne wzmianki o tzw. Deportacjach Polaków.

Prawdą jest to, że my Sybiracy szczególnie jesteśmy wyczuleni na krzywdę i nieszczęścia ludzkie, bo sami je zaznaliśmy, lecz mamy prawo mieć w naszych sercach żal, że dla nas żyjących i pomarłych Sybiraków nie było i nie ma takiego zrozumienia i współczucia tak jak my mamy dla innych.

...jednocześnie przepraszam za tą może trochę zgryźliwą refleksję. Przepraszam, syndrom Sybiraka!


Słowo od autorki bloga:

Całkowicie się zgadzam. Moim zdaniem jest tego stanowczo za mało, zwłaszcza jak się widzi jak inne narody szanują i pielęgnują pamięć o swoich "wypędzonych". U nas nie a zrozumienia dla Sybiraków!!!


Wspomnienia wojenne. Rozrzuceni po świecie - Stanisława Siomkajło


                                                                           

                    Wspomnienia wojenne. Rozrzuceni po świecie - 
                                                 Stanisława Siomkajło

Pierwszy wrzesień 1939 r. Niemcy napadli na Polskę – wojna. 17 września Rosjanie wkroczyli do Polski witani radośnie przez Ukraińców. Początkowe złudzenie, że nas obronią przed Niemcami, rozwiało się szybko, weszli by zająć część ziem polskich. Rodzina Jana i Michaliny Siomkajło z ośmiorgiem dzieci mieszkała w posiadłości Sielec, oddalonej 15 km od Stanisławowa i 2 km od Jezupola. Bomby padały niedaleko na stację kolejową, również niemieckie samoloty latały nisko, strzelając dokoła, raniąc ludzi i bydło. Młodszy syn Tadeusz, 22 lata i siostra Eugenia, 25 lat uciekli z wojskiem polskim na Węgry. Reszta rodziny została w niepewności jutra. Ukraińcy zaczęli napadać na polskie rodziny, rabując i mordując.

Deportacja

Przyszedł niezapomniany dzień 10 lutego 1940 r. W nocy, o 230, gdy wszyscy jeszcze spali, zajechali przed nasz dom Rosjanie z Ukraińcami, w dwie pary sań i kazali być gotowymi za godzinę do wyjazdu. Wkładaliśmy na siebie po kilka ubrań, trochę żywności. Trzeba było wszystko zostawić dom, gospodarstwo, zwierzęta. Zima tego roku była ostra i śnieżna. Takie to było dziwne…, ilu nas było, nikt ani słowa nie powiedział, nikt nie zapłakał i mogło wyglądać, że jedziemy na wycieczkę. Ludność okoliczna powychodziła na ulicę 



O pobycie na zesłaniu - Karol Malinowski


                                                                                

                           ♦O pobycie na zesłaniu - Karol Malinowski♦

Karol Malinowski urodził się 10 listopada 1931 r. we wsi Chorłupy (gmina Ołyka, powiat łucki, województwo wołyńskie) w rodzinie policjanta. W 1936 r. zaczął edukację szkolną, przerwaną 17 września 1939 r., zaraz po radzieckim ataku na Polskę. Wraz z matką i pięciorgiem rodzeństwa 13 kwietnia 1940 r. został deportowany do Kazachstanu. Do Polski wrócił w czerwcu 1946 r. Początkowo zamieszkał w Kłodkowie, małej wiosce na terenie Pomorza Zachodniego. W 1947 r. przeniósł się do Trzebiatowa, w którym mieszkał do śmierci (2010), nie licząc okresu nauki i służby wojskowej. Początkowo uczęszczał do gimnazjum ogrodniczo-pszczelarskiego w Drawsku Pomorskim. W 1952 r. został absolwentem Liceum Ogrodniczego w Pruszkowie. Przez następne trzy lata przebywał w wojsku. Po jego opuszczeniu podjął pracę w Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa oraz rozpoczął studia zaoczne.

Tytuł inżyniera uzyskał w Wyższej Szkole Rolniczej w Szczecinie, natomiast tytuł magistra w szczecińskiej Akademii Rolniczej. Tam też zaproponowano mu pracę nad doktoratem, z czego jednak nie skorzystał, decydując się na pełne poświęcenie się pracy zawodowej. Przez następne lata zatrudniony był w Gospodarstwie Przemysłowo-Rolniczym oraz pełnił funkcję prezesa Spółdzielni Kółek Rolniczych. Kilkakrotnie wybierano go na radnego miejskiego. W 2001 r. został przewodniczącym koła Związku Sybiraków w Trzebiatowie. Obowiązki te starał się wypełniać najlepiej, jak potrafił.1 Zmarł 3 września 2010 r.

                                                                                       Anna Szymczak

*

W 1920 r. mój Ojciec Andrzej Malinowski oraz jego trzej starsi bracia przenieśli się na Kresy Wschodnie, do miejscowości Chorłupy. Kupili tam 4 działki, po 10 hektarów ziemi każda, za pieniądze ze sprzedaży majątku rodziców w Zalesiu w województwie łódzkim. 2 Na Wołyniu musieli pracować od początku, od zera, aby stworzyć z niczego swój nowy dom. To w nim właśnie Tata zamieszkał z żoną Elżbietą i w nim urodziliśmy się my: Władzia (ur. 1924), Marysia (ur. 1926), Stefcia (ur. 1929), Zygmunt (ur. 1930), ja i Danusia, która w chwili deportacji miała tylko 9 miesięcy. Dwaj wujkowie, w odróżnieniu od taty, nie potrafili zaaklimatyzować się w nowym



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Żywa lekcja historii – spotkanie z Sybirakami


        Od lewej: Sybirak - p. Mieczysław Szymoniak, Sybiraczka- p. Lidia Argasińska,            nauczyciel -p. Zenon Swatek
                        Żywa lekcja historii – spotkanie z Sybirakami

W dniu 7 czerwca 2017 roku uczniowie klas pierwszych Gimnazjum nr 1 w Lubaczowie spotkali się z przedstawicielami Terenowego Kola Sybiraków w Lubaczowie. Na spotkanie przybyli: p. Mieczysław Szymoniak oraz p. Lidia Argasińska.

Goście opowiadali o swoich tragicznych przeżyciach związanych z deportacją na „nieludzką ziemię”. Były to ciekawe, ale i jednocześnie smutne, wręcz tragiczne historie tułaczki poza granicami państwa w czasie II wojny światowej.
Spotkanie wywarło na uczniach duże wrażenie. Wspomnienia Sybiraków zaciekawiły uczniów, skłoniły do refleksji. Ze strony uczniów padało wiele pytań.

Dziś trudno zrozumieć cele polityczne okupanta sowieckiego, a na pewno nie wolno zapomnieć o cierpieniach Polaków. 


Na koniec spotkania p. Zenon Swatek, nauczyciel historii, podziękował Sybirakom za uczestnictwo w spotkaniu z młodzieżą. Zapewnił iż pamięć o historii Polski, a przede wszystkim wiedza o Syberii i Sybirakach będzie przekazywana kolejnym rocznikom.

Słowo od autorki bloga:

Jak mawia stare przysłowie: „jeśli Ci powiem – zapomnisz, jeśli pokażę – zapamiętasz, jeśli wytłumaczę – zrozumiesz”. 


Dlatego też aby lekcja historii nie zamykała się w szkolnych murach i nie zabijała nudą, niezbędne są takie żywe lekcje historii i patriotyzmu.
 


                                                       Zdjęcia: Zenon Swatek
 

niedziela, 11 czerwca 2017

Wspomnienie z lat zsyłki na Sybir 1949-1956 - Mieczysław Martusewicz


                                                                         

                              Wspomnienie z lat zsyłki na Sybir 1949-1956 -
                                               Mieczysław Martusewicz

Był dzień 25 marca 1949 roku. O godzinie 5 rano zapukali do drzwi enkawudziści. (NKWD – Narodnyj Komitet Wnutriennych Dieł – Ludowy Komitet Spraw Wewnętrznych) i powiedzieli: „Jesteście aresztowani. Macie 2 godziny na spakowanie rzeczy.” W tym czasie w domu byłem ja i dwóch moich braci. Ja – 9 lat, bracia – 17 i 20 lat, bo rodzice i siostra pojechali o godzinie 3 do powiatowe-go miasteczka by załatwić tam jakieś sprawy urzędowe. O 7 rano załadowano nas na furmankę i przewieziono do punktu zbornego. Znajdowało się tam już sporo rodzin z małymi dziećmi, aresztowanych i przywiezionych z najbliższych okolic. Byliśmy tam pod gołym niebem pilnowani przez enkawudzistów.

Po południu ciężarówkami zawieziono nas (120 km) do Wilna na dworzec kolejowy. Tam załadowano wszystkich do wagonów towarowych po 8 rodzin. Każdy eszelon składał się z 61wagonów. W naszym była rodzina sąsiadów: babcia, małżeństwo i 3 małych dzieci – 4-miesięczne, 2 letnie i 4 letnie. Podczas podróży dostawaliśmy raz na dobę chleb, zupę i gorącą wodę – „kipiatok”. Kiedy dojechaliśmy do Uralu było tam 20 stopni mrozu. Wydano nam węgiel, żeby na-palić w metalowym piecyku, który był postawiony na środku wagonu. Po 3,5 tygodniach podróży wyładowali nas w mieście Usolie Sybirskoje około 100 km przed Irkuckiem. Zawieziono nas do łagru,



Tu i teraz – pasowanie ostatniego rocznika gimnazjalistów



         ♦ Tu i teraz – pasowanie ostatniego rocznika gimnazjalistów♦ 

Tu i teraz, 26 maja 2017 roku – uczniowie ostatniego rocznika Gimnazjum nr 1 im. Przemysława Inglota w Lubaczowie , uroczyście ślubowali, potem występowali i świetnie się razem bawili.

Jednym z najważniejszych elementów uroczystości było ślubowanie uczniów, które należy do ważnych szkolnych tradycji. Słowa Bóg – Honor – Ojczyzna nawiązują do najważniejszych wartości dla wszystkich pokoleń Polaków od czasu narodzin naszej państwowości. Gimnazjaliści podczas ślubowania zobowiązali się, że i oni będą wierni tym wartościom.

Po oficjalnym ślubowaniu przyszedł czas na pasowanie. Jak co roku aktu pasowania szablą oficerską Przemysława Inglota, dokonał Pan Mieczysław Szymoniak Prezes Koła Związku Sybiraków w Lubaczowie.








niedziela, 4 czerwca 2017

Wspomnienia- Irena Bereśniewicz


                              
                                          ♦Wspomnienia- Irena Bereśniewicz♦

Trwoga 10 lutego 1940 roku.

W nocy z dziesiątego na jedenastego lutego nie spał nikt w sąsiedztwie. Już z wieczora rozeszła się wieść, że do najbliższego miasteczka nadciągnęły dziesiątki chłopskich wozów i całymi korowodami oczekiwały na rozkazy przed tamtejszym NKWD. Drobni osadnicy, sąsiedzi zza lasu, zebrali się u tatusia i długo w noc prowadzili rozmowy próbując cokolwiek zrozumieć, wywnioskować. Jedynymi wiadomościami, jakie były jakieś niezrozumiałe, to pełne politowania słowa Żydów, ale ci znając tajemnicę, nie wydali jej jednak. Mężczyzn może zabiorą do wojska? Czyli tatuś i brat, który ledwie uciekł z sowieckiej niewoli i krótko był w domu? Więc uciekać? Dokąd? Po stronie niemieckiej tak samo. Na południe? I wiem, że zapadło postanowienie, że ktoś musi zostać w domu prócz kobiet – może jednego tylko wezmą, w takim wypadku drugi zostanie, by na chleb zarobić.

Zajadłe szczekanie psów postawiło nas na nogi. Widziałam jak rodzice przeszli przez pokój – ubrani, jak z wieczora – nie kładli się spać tej nocy. Brat mój, osiemnastoletni chłopak, zmęczony jeszcze niedawnym więzieniem, spał jak i ja, i zerwał się również na walenie w drzwi. Dobrze znajome słowa: – otkrojtie! Tyle razy już byli tak nocą, czy późnym wieczorem i znów – po co te-raz? Patrzyliśmy z bratem na siebie nie podnosząc się nawet z pościeli. Wwalili się do naszego pokoju: enkawudzista i „nasza” milicja uzbrojona w karabiny. Broni już dawno nie było w domu prócz jednej dubeltówki, ale oni muszą prze-prowadzić rewizję. Siedząc 



Relacje sybiraczek – żołnierzy Pomocniczej Służby Kobiet - Adam Cz. Dobroński


                                                                              


 ♦Relacje sybiraczek – 
żołnierzy Pomocniczej Służby Kobiet - Adam Cz. Dobroński♦

Podczas kwerendy archiwalnej w londyńskim Instytucie Polskim i Muzeum Władysława Sikorskiego natrafiłem na teczkę 49 w kolekcji 191. Znajdują się w niej relacje zebrane w 1946 roku przez dowództwo PSK. Interesujące teksty przekazały: kapral Irena Bereśniewicz z plutonu Bari, starsza ochotniczka Teresa Bryl, ochotniczka Irena Jankowska z plutonu zapasowego (zeszyt szkolny), starsza ochotniczka Aleksandra Pindelska z plutonu przy baonie dowodzenia Centrum Wyszkolenia (z tego samego plutonu relacje złożyły st. sierżant Maria Koźnieńska i sierżant Gabriela Kaczmarczyk a z powodu choroby w późniejszym czasie wspomnienia miała nadesłać plutonowa Urszula Stefanowska- Kozłowska), ochotniczka Maria Pędzińska z 316 kompanii transportowej (też zeszyt szkolny). Ponadto mniej obszerne zapisy zebrano w 17 kompanii za-pasowej od: ochotniczki Janiny Czerwińskiej, starszej ochotniczki Wiktorii Ja-dźwińskiej oraz ochotniczki Julii Rabiasz. Z tej samej kompanii relację przekazała Lucyna Seroczyńska, ale z odniesieniem się do wydarzeń 1944 roku, w tym zwłaszcza działalności Armii Krajowej. Podobnie prezentują 



piątek, 2 czerwca 2017

Od deportacji do repatriacji- Tadeusz Habczyński


                                                                         
       
                  ♦ Od deportacji do repatriacji- Tadeusz Habczyński♦


• Preludium na straconej ziemi (1939 - 1945)

Początek maja zapowiadał się pięknie. Nasze narodowe i kościelne zarazem święto Trzeciego Maja przeminęło jak zwykle w nastroju podniosłym, uroczystym i w pełnej gali. W defiladzie, poprzedzonej mszą w parku pod pomnikiem uświęcającym rok 1410 brałem również udział w szeregach hufca Przy-sposobienia Wojskowego, maszerując przy dźwiękach „Warszawianki” przed generałem Łukoskim, który był wtedy dowódcą 11 Karpackiej Dywizji Piechoty. Nasz dom przy ul. Legionów udekorowany był biało-czerwoną flagą, która powiewała pod okrągłym okienkiem, ponad attyką elewacji frontowej środkowego ryzalitu.

Piątego maja wysłuchaliśmy w skupieniu przemówienie ministra Becka, w którym formalnie odrzucał roszczenia Hitlera wobec naszego kraju. Przeminął maj i ja już miałem wakacje. Wnet wyjechałem do Lubiżni. Te dwa miesiące spędziłem w górach, zdobyłem Howerlę, odkryłem przepiękne jezioro „Niesamowite”. Lato było piękne, moje wakacje też się kończyły i wszystko co piękne przemija szybko, pozostają tylko miłe wspomnienia. Nie myślałem, że to bezpowrotnie na zawsze skończone.
Miałem złe przeczucia; wyczuwało się napiętą atmosferę, 




♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękujemy za czas, który poświęciłeś, aby być tu z nami.
Mamy nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.