♦Mapa zesłań♦

♦ Do Młodych ! ♦




Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się

od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

Translate

Szukaj na tym blogu

sobota, 8 kwietnia 2017

Relacja weterana wojen-Józef Jagiełło


                                                                             

   Relacja weterana wojen-Józef Jagiełło

Józef Jagiełło urodził się 26 lutego 1898 r. we wsi Drachowo, pow. gnieźnieński. Młodzieniec nie dokończył nauk w gimnazjum, w 1916 r. został wcielony do armii niemieckiej, a 20 sierpnia 1918 r. dostał się do niewoli francuskiej. Wkrótce potem skorzystał z okazji i zasilił 6. Dywizję tzw. Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera. Z ni ą w czerwcu 1919 r. przyjechał do Polski, brał udział w walkach o granice II Rzeczypospolitej, awansował do stopnia plutonowego. Trochę to zaskakujące, ale J. Jagiełło dostał kartę mobilizacyjną 24 sierpnia 1939 r. do 1. baonu łączności w Zegrzu. Pominę szczegóły, telegrafista J. Jagiełło walczył na Podlasiu, następnie przez Białystok, Brześć i Kowel wycofywał się w kierunku Tarnopola. Na drodze stanęły oddziały Armii Czerwonej. Oto obszerne fragmenty jego relacji1, spisanej 15 listopada 1942 r. na Środkowym Wschodzie, podczas sprawdzania przez polski kontrwywiad rodaków chętnych do podjęcia służby w lotnictwie. Wszyscy oni mieli za sobą obozy jenieckie, więzienia i łagry, lub wywózki i pobyt w głębi Rosji, połączony z przymusową pracą. Po układzie Sikorski – Majski przystąpiono do tworzenia w Rosji oddziałów polskich, które następnie ewakuowano do Persji. Z wojskiem wyszła i część ludności cywilnej.

Zapominamy często, że los zdecydowanej większości żołnierzy polskich wziętych do niewoli był w pierwszej fazie znacząco inny od osób skazanych na łagry i deportowanych w czterech wielkich 



wywózkach . Inny też od ofiar NKWD zamordowanych w Charkowie, Katyniu, Miednoje.

Jeniec

Dnia 18 IX 39 zostałem zabrany do niewoli w okolicach Dubna. Właściwie nie można nazwać tego „zabraniem do niewoli”, gdyż po odebraniu nam broni kazali nam iść do domu. Jednak już następnego dnia nakazano wszystkim spotkanym po drodze udać się do Dubna po dokumenty. Była to pułapka. W Dubnie wpędzono nas za druty kolczaste. Po parodniowym pobycie w Dub-nie przewieziono nas do Szepietówki, skąd po dwudniowym pobycie powieziono nas do Nowogrodu Woł[yńskiego]. Z Nowogrodu przewieziono nas do Zaporoża około 10 XI 1939 r. Umieszczono nas w niezłych barakach, dawano nieźle jeść, dano watowane, nowe ubranie i wyprowadzono do pracy w fabryce. Nie wyznaczono nam żadnych norm, toteż robiliśmy niewiele. Tak było w pierwszych dniach, powoli usiłowali nas nakłonić do wykonywania norm. Na to nie daliśmy się wziąć poza niektórymi Ukraińcami, Białorusinami i Żydami, i niestety i niektórymi Polakami. Wobec tego próbowali zagrać nam na naszej ambicji, ale i to nie pomogło. Staliśmy się nieopłacalni. Narzekano na nas, ale jakoś jedzenie nadal było niezłe. Płacili nam nawet, jednak większość ludzi nie chciała przyjmować pieniędzy a to dlatego, żeby nie tracić praw jeńca i stać się czemś w rodzaju dobrowolnie najemnych.

Wobec tego, że nam wciąż obiecywano, że nasz pobyt w Rosji jest tymczasowy i wkrótce puszcz ą nas do domu, zaczęliśmy upominać [się] o zwolnienie nas. Ponieważ naszym życzeniom nie uczyniono zadość, jeszcze bardziej opuściliśmy się w pracy. 6 XII zachorowałem nagle na zapalenie opłucnej i zostałem umieszczonym w szpitalu. Opieka w szpitalu była b. dobra. Brak niektórych lekarstw i trochę skąpe jedzenie. Nas Polaków otaczano szczególną opieką. Częściowo dla propagandy, częściowo dlatego, że byliśmy inteligentniejsi, grzeczniejsi, wdzięczniejsi za oddawane nam usługi. Dyżurni lekarze wygłaszali często prelekcje, nie zawsze jednak na temat jak się wystrzegać przed chorobami, a przeważnie na tematy polityczne. Chodziliśmy na te prelekcje, jednak dyskusje nie zawsze wychodziły na dobre. Po jednej z takich dyskusji zostałem nagle ze szpitala wypisany i pomimo późnej godziny do obozu odwieziony.

W obozie zaszły w międzyczasie duże zmiany. Stosunek władz obozowych zmienił się na gorsze. Dwa baraki na ogólną ilość sześciu zupełnie odmówiły pójścia do pracy. Ograniczono im swobodę ruchów, dawano niedostatecznie jeść, żadnej możliwości nabycia tytoniu, żadnych pism, żadnej możliwości zmiany bielizny, wykąpania się itp. szykany. Główną przyczyną zupełnego odmawiana pójścia do pracy i stworzenia izolowanych baraków było nie-właściwe postąpienie obozowych władz wobec Polaków świętujących Boże Narodzenie. Tego to wieczoru aresztowano paru inicjatorów tego wieczoru, jak i usiłowano zabrać podstępnie a brutalnie choinkę. Zdecydowana postawa naszych ludzi odstraszyła uzbrojonych w rewolwery politruków od niecnego zamiaru, za to udało się to renegatowi, niejakiemu Janowi Tymoszukowi, kapralowi WP. (Widziałem go w mundurze kaprala w Tatiszczewie)2.

Będąc rekonwalescentem nie chodziłem do pracy (inna sprawa, że byłem zupełnie zdrowy), jeździłem do szpitala na zabiegi. Korzystając z tej swobody odwiedzałem różnych znajomych Rosjan, głównie zapoznanych w szpitalu. Przez nich udało mi się nabyć papierosów, machorki, marmelady i bułek dla chociaż niewielu z dwóch „zbuntowanych” baraków. Rzeczy te pod osłoną nocy podsuwano przez szpary płotów i drutów. Zresztą nasi chłopcy umieli zmylić czujność bojców i wyślizgiwać się z baraków. Byli i tacy, którzy sympatyzowali z akcją naszych chłopców i „nie widzieli” ich wymykania się. Grunt, żeby wrócili przed upłynięciem czasu służby danego bojca. Z pozostałych baraków coraz oporniej wychodzili do pracy, a praca tych, którzy wyszli do pracy, była b. mała. Zaczęto nam grozić wywiezieniem na „białe niedźwiedzie”. My na to odpowiadali: zwolnijcie nas, nie macie prawa nas więzić. Polska nie jest w stanie wojny z wami. Przyznawali nasze racje, ale zwolnić nas nie mogli, czy nie chcieli. Dali nam do zrozumienia, że Niemcy nie życzą sobie naszego powrotu3.

Łagiernik

20 maja 1940 r. poddano nas skrupulatniej rewizji. Musieliśmy rozebrać się do naga i skakać w rozkroku. Nazajutrz załadowano wszystkich jeńców (w liczbie około 1600), z wyjątkiem 19, którzy podali si ę za Niemców, do zakratowanych towarowych wagonów, otoczonych b. sil ną eskortą. Zawieziono nas do miejscowości Kotłas, tutaj załadowano do barek i rzeką Wyczegda popłynęliśmy do autonomii SSR Komi4. Wysiedliśmy w szczerym polu i pomaszerowaliśmy do obozu nr 55, należącego do V oddzielenia [otdielenia]. Komendantem obozu był komunista Polak nazw. Małachowski. Następnego dnia 600 ludzi odkomenderowano do Tywy, miejscowości, która dopiero miała powstać zbudowana naszymi rękami. Zapędzono nas do podziurawionych namiotów. Było to 6 czerwca. Zimno przejmuj ące. Padał to śnieg, to deszcz. Nie wszyscy mieli płaszcze. Spaliśmy na pryczach z grubsza ociosanych kołków. Żadnych koców, żadnej kuchni, gotowano wrzątek w lesie w ogromnym kotle. Nazajutrz rano o 4-ej zbudzono nas, dano trochę zupy, kawałek chleba i o 5-ej wymaszerowaliśmy do pracy. Nie uznawano żadnych chorób. Wszyscy mieli być zdrowi. Nie tolerowano żadnych zaświadczeń lekarzy z Zaporoża, Krzywego Rogu, czy innego rudnika [kopalni rudy] twierdząc, że zaświadczenia te nabyliśmy za zegarki i inne przedmioty. Na uwagę, że takim powiedzeniem dyskredytują lekarzy swego kraju, odp.[brzmiała]: małczy! [milcz!].

Cała administracja obozu, z wyjątkiem naczelnika, składała się z zakluczonnych [więźniów]. A i sam naczelnik nie był bez grzechu, gdy ż na północ tylko „winnych” wysyłali. Ludzie ci byli bezwzględni dla nas. Chcąc się przy-podobać swoim zwierzchnikom usiłowali wykazać się jak największą sumą wykonanych robót naszymi rękoma. Przyszło im to stosunkowo łatwo, gdyż wśród nas nie było jednolitego zdania jak si ę bronić. Pomieszano nas z Ukraińcami, Białorusinami, Żydami i małodusznymi Polakami. Poszczególne małe grupy (15-130 ludzi) dozorowane były przez przeważnie im oddanych „naszych” kolegów. Ci wiedzieli, jak nas podejść, lub dawali naczalstwu wskazówki jak nas zmusi ć do wydajnej pracy. Musieliśmy pogodzić się z pracą na normy, mierzoną. Wycinaliśmy lasy, kopaliśmy rowy, sypali nasyp kolejowy wożąc nań glinę z wykopów.

Praca ciężka, tylko robotnicy cegielniani, drwale i co silniejsze jednostki mogli wyrobić normy. Ci otrzymywali trzy razy dziennie ciepłą strawę (tę trzecią tzw. prembliujo – premiowe danie – mieli prawo kupi ć) i 1100 g chleba. Wyrabiający 80% normy – dwa razy ciepłą strawę z II kotła i 700 g chleba, zaś wykonywający 50% normy dwie strawy z I kotła i 400 g chleba. Poza tym wyrabiający normę mieli prawo dokupić 200 g chleba dziennie. Rezultat jednak był taki, że ci, którzy byli na II kotle zaczęli zapadać na zdrowiu wcześniej od nas będących na cienkiej zupie i 400 g chleba. Zaczęła nas toczyć tzw. cynga, wrzody, szkorbut. Ludzie zaczęli ślepnąć. Przyszedł okres komarów, później muszki. Zasoby sił, jakie mieliśmy jeszcze z domu, podtrzymane w Zaporożu, coraz bardziej nikły. Liczba chorych dochodziła oficjalnie do 30%, a faktycznie była znacznie wyższa, ale lekarz Uzbek, któremu już niewiele pozostało do odsiedzenia kary bał się wykazać prawdziwej liczby chorych. Aż przeciągnął strunę. Przyjechała komisja lekarska i ponadawała ludziom naszym kategorie. Wielu trzeba było do szpitala wysłać, innych urlopować, innym wyznaczyć normy 25%, pewnej liczbie 50% i tylko paru uznać za zdolnych do normy 100% wyrabotki [pracy]. Najsmutniejszym w tym jest, że do wyniszczenia naszych ludzi przyczynili się nasi ludzie. Często b. zawodowi sierżanci i plutonowi. Specjalnie złośliwi na północy (stacja kolejowa Tywa) byli: kpr. M. Kuszyk ze Lwowa, plut. Jagiełłowicz, który dosłużył się aż zastępcy proraba na 55 punkcie [naczelnika podobozu], plut. Kołtan, sierż. Spychała (z KOP), sierż. Krupa z Baranowicz. Zasługują na uznanie por. Stefan Orzechowski (obecnie w 5. Dywizji), sierżant Albin Matusik (w lotnictwie), Łoszak (w 5. DP), kpr Abram Perelbe rg (w 5. DP).5

Obserwator życia w Rosji

W Zaporożu, gdzie przebywałem jako jeniec do 20 maja 1940 roku i stykałem się z ludnością cywilną na terenie fabryki i przez 8 tyg. w szpitalu, stwierdziłem, że można było otrzymać po trosze wszystkich artykułów żywnościowych, jednak trzeba było wystawać po kilkanaście godzin w kolejkach i płacić bardzo wysokie ceny. Zwłaszcza masło, słonina, mięso, cukier, owoce, jajka itp., nie były dostępne dla robotników, którzy zarabiali od 180 do 450 rubli, a kg masła kosztował 40 rb., słoniny 30 rb., mięsa 25 rb., jabłek 20 rb., jajko 2 rb.6.

Po opuszczeniu szpitala otrzymywałem okresową przepustkę i jeździłem do szpitala na opatrunki. Korzystając z tej swobody miałem możność zachodzenia do różnych, to tu, to tam, zapoznanych ludzi. Byłem w domu robotnika, tokarza, buchalterki, inżyniera i pewnego porucznika. Robotnik, wdowiec z trojgiem dzieci, (zarabiał 270 rb. mies.) mieszkał b. biednie, odżywiał się niedostatecznie, dzieci chodziły w perkalikowych sukienkach w miesiącach zimowych i w okropnym obuwiu. Mieszkanie składało się z jednej izby. Tokarz, z pochodzenia Łotysz, mieszkał z żoną w skromnym mieszkaniu składającym się z pokoju z kuchenką. Zarabiał ponad 800 rb. mies., żona zarabiała 150 rb. Nie robili żadnych oszczędności, wszystkie zarobki wydawali na „dobre odżywianie się”, tj. słonin ę. Równie ż skromnie mieszkał inżynier z trojgiem dzieci. Nie dowiedziałem się, ile zarabiał. Stosunkowo najlepiej mieszkał porucznik z żoną i jednym dzieckiem. O ile go zrozumiałem, to był on specjalistą od fortyfikacji, miesięcznie pobierał 1200 rb. Żona pracowała w szpitalu jako sanitariuszka i zarabiała 350 rb. Pomimo to nie mogli sobie pozwolić codziennie na kawałek mięsa, jak mi się skarżył. Toteż nasi ludzie w Zaporożu pracując w fabryce wynosili zbywający im chleb robotnikom tam zatrudnionym.

21 maja 1940 zostałem wywieziony na północ Rosji, gdzie miałem już tylko z zakluczonymi styczność. Ponownie zetknąłem się z cywilną ludnością w środkowej Rosji przy końcu 1941 r. Stwierdziłem znaczne pogorszenie się w dziedzinie wyżywienia. W Kołtubance7 kosztował kg masła 200 rb., jajko 5 rb., litr mleka 10 rb. (ceny ze stycznia i z połowy lutego 1942 r.). Coraz trud-niej było o chleb i zupę w stołówkach. Zupy zupełnie bez tłuszczu i rzadko kiedy dodawano chleb. Kompletny brak mydła, bielizny”.
Zarówno w wielkich zakładach zaporoskich, jak i w kołchozie raził autora relacja tak dobrej organizacji pracy, marnotrawstwo surowców i materiałów, bałagan. „System stachanowski wytworzył w Zaporożu taki chaos, że na każdym kroku walały się sknocone odlewy, sztuki walcowane, ma hałdach leżało moc specjalnych wagonów z kadziami do wywożenia płynnej szlaki,pozostawionych tam, ściślej wywróconych w przepaść. Na kołchozie wychodziliśmy do pracy około godziny 10-tej. Do tej godziny kłócili się kołchoźnicy w izbie tzw. brygadiera. Zarzucano sobie głównie niesprawiedliwy podział zarobków. Kłócono się ordynarnie, przyczem kobiety na równi z mężczyznami szafowały k… Poszliśmy młócić tzw. kombajnami, które były tak [zużyte?], że wymłócone od 800 kg do 3000 kg ziaren pszenicy w ciągu dnia przy pomocy 28 ludzi, trzeba było osobno przepuszczać przez wialnie. Kombajn co chwilę się psuł. Marzliśmy. Ażeby się ogrzać paliliśmy słomę, tę samą słomę, której nie wolno było zabierać dla krów kołchoźnikom. Kołchoźnicy pracowali bez odrobiny chęci. Po skończonej pracy kazali nam Polakom pójść wcześniej do domu. Jak się wnet przekonaliśmy po to, ażebyśmy nie byli świadkami, gdy oni kradną pszenicę.

Ludność nabrawszy do nas zaufania wręcz przeklinała ustrój komunistyczny. Ludność wiejska prosi Boga o przyjście „kogoś”, kto by ich wyzwolił spod tego jarzma. Stosunek władzy do ludności jest bezwzględny, a ludności do władzy skrycie wrogi.

W szpitalu w Zaporożu składał się personel lekarski w około 90% z Żydów. Medycyna stała na stosunkowo wysokim poziomie ; brak lekarstw i produktów żyw., niezbędnych dla chorych. Traktowanie, zwłaszcza nas jeńców, było w Zaporożu niezłe. Trudno mówć o sprawiedliwości w Sowietach.

Cały handel był do niedawna scentralizowany, dopiero w ostatnich czasach pozwolono na drobny handel. Starano się jak najbardziej zelektryfikować kraj, pod tym względem dużo zrobiono”.

Pominę uwagi J. Jagiełły o ewakuacji przemysłu od końca czerwca 1941 r. (niektóre wagony z uszkodzonymi maszynami stały na stacjach jeszcze zimą), stanie dróg i transporcie (pochwała kolejowego ruch u towarowego). Autor relacji nisko ocenił stan szkolnictwa, zadziwiał się nad plagą mityngów w zakładach i kołchozach. Potwierdził też podział pod względem stosunku ludności do religii. Starsi modlili się, w domach mieli „ święte kąciki”, młodzi w zdecydowanej większości odeszli do wiary. „Będąc w szpitalu słyszałem cierpiących młodych ludzi wołających o pomoc do Boga, ale po wyzdrowieniu ci sami młodzi drwili z nas, gdyśmy się modlili”.

„Wszystkie narody ZSRR czekaj ą jak zbawienia zmiany obecnego ustroju. Z tego względu nie ma szerszej nienawiści do Niemców. Ludność
po upewnieniu się, że może z nami mówi ć otwarcie wręcz oświadczała,że czekają na przyjście Niemców. Wynika to oczywiście z niezadowolenia z obecnego rządu. Przystąpienie Anglii i Ameryki do współdziałania z Rosją daje ludności nadzieję, że nastąpi zmiana na lepsze, że Anglia i St. Zjedn. nie poszłyby inaczej na współprac ę z ZSRR. Zresztą zmiana na lepsze już nastąpiła: pozwolenie na drobny handel i nie utrudnianie praktyk religijnych.

Nastawienie władz do jeńców Polaków było w Zaporożu poprawne, na północy b. wrogie, zaś nastawienie ludności b. serdeczne, aż może za serdeczne. Np. W Zaporożu ludność tamtejsza obdarowywała nas bułkami, cukier-kami, nawet pieniędzmi. Płakali nad naszym losem. Nastawienie władz do aliantów było wrogie przed wypowiedzeniem Rosji wojny przez Niemcy”.

Kolejny punkt kwestionariusza, który wypełniali wszyscy zgłaszający się do lotnictwa i broni pancernej dotyczył stanu Armii Czerwonej, postawy żołnierzy, ich morale. To ostatnie według J. Jagiełły u żołnierzy młodych, zwłaszcza komsomolców i rodowitych Rosjan było niezłe, natomiast u żołnierzy z innych narodowości słabe. Dyscyplina poprawiła się po wprowadzeniu stopni wojskowych na wzór innych państw, a jeszcze bardziej wskutek systemu represji. „Wszystkich b. jeńców wydanych przez Finlandię zamknięto w obozach pracy na północy.”

Opracował Adam Cz. Dobroński

/Źródło: Zesłaniec, Numer 63 (2015)/


RELACJE Z ZESŁANIA

By czas nie zatarł śladów naszych do świadczeń syberyjskich od wieków najdawniejszych aż po okres drugiej wojny światowej oraz w pierwszych latach po jej zakończeniu, a pamięć o tym trwała, redakcja „Zesłańca” postanowiła utworzy ć nowy dział poświęcony tej problematyce. Spełniamy tym samym prośby wielu Czytelników, którzy przysyłaj ą propozycje dotyczące publikowania swoich zesłańczych wspomnień, powołując się na zeszyt „Zesłańca” po święcony Matkom Sybiraczkom, który spotkał się z wielkim zainteresowaniem.

Dział „Relacje z zesłania”, nawiązuje do serii „Biblioteka Zesłańca”, ukazującej się w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym oraz serii pod nazwą „Wspomnienia Sybiraków”, wydawanej w poprzednich latach przez Komisję Historyczną Zarządu Główne-go Związku Sybiraków pod red. nieodżałowanej pamięci Janusza Przewłockiego, pomysłodawcy tego działu w naszym piśmie. Zesłańcze wspomnienia wydawane były także w poczytnej serii „Tak było... Sybiracy”, realizowanej przez Oddział Związku Sybiraków w Krakowie, pod red. Aleksandry Szemioth. Obecnie zesłańcze relacje drukuje też rocznik „My Sybiracy” wydawany przez Oddział Związku Sybiraków w Łodzi.

Mamy nadzieję, że przez taki zabieg edytorski wzbogacamy naszą historiografię o cenne źródła dotyczące deportacji Polaków na Syberię, do Kazachstanu, na Daleki Wschód i w inne rejony Związku Radzieckiego. (red.)


♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękuję za czas, który poświęciłeś, aby tu być .
Mam nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.