♦Mapa zesłań♦

♦ Do Młodych ! ♦




Sybir to nie to samo co Syberia.

Syberia jest krainą geograficzną, rozciągająca się

od Uralu do Kamczatki.

Sybir jest symbolem niszczenia polskości!




Czytając i słuchając wspomnień Sybiraków zauważyć można odmienność w opisach z dwóch powodów:

Najtragiczniejszy był los polskich sierot, które kierowano do sowieckich sierocińców tzw. dietdomami. Oprócz obowiązkowej nauki języka rosyjskiego, zmuszano je do różnych prac na rzecz tych domów, kierowano do ciężkich prac kołchozowych.

Bez rodziny, bez pomocy opiekunów czy tez znajomych ich życie i walka o przetrwanie, była z góry przegrana.

Więcej szczęścia miały te dzieci i młodzież, którzy mieli przy sobie rodzinę, opiekunów czy też znajomych. Łatwiej było im znosić trudy niewolniczego życia i pracy.

Jeśli nie MY, to KTO?

Jeśli nie MY, to KTO?

Translate

Szukaj na tym blogu

środa, 5 października 2016

Wspomnienia-Ks.Władysław Gurgul mic - marianin



               
                Wspomnienia-Ks.Władysław Gurgul mic - marianin

JESTEŚMY na wolności. Pobyt na Środkowym Wschodzie– marzec 1942 sierpień 1947 .( oryginał wspomnień)

PERSJA

Był to późny niezapomniany wieczór1. Odczuliśmy, że statek2 odbija od brzegu. Pomału Krasnowodzk3 znikał nam z horyzontu. Fale coraz większe - morze okropnie wzburzone. Zaczęło nas huśtać. Wydawało sie, że statek się wykopyrtnie i wszyscy znajdziemy się w wodzie; okropne fale, myślało się że nas zmiecie z pokładu. Burza szalała! Ktoś zauważył mówiąc, że Morze Kaspijskie jest znane i że jest zawsze bardzo burzliwe. Przetrwaliśmy. Z dala zarysowywały się brzegi wolnego świata4; port Pahlewi5; dzięki Bogu! Kołysało nas ogromnie. Odczuwało się ogromny i bardzo nieprzyjemny smród6 na pokładzie; wielu jechało do Rygi. Po raz pierwszy pierwszy byłem na statku. Sporo było młodzieży z różnych rozsianych obozów w Uzbekistanie7 Jak długo trwała podróż nie potrafię sobie przypomnieć. Dopłynęliśmy do Pahlewi - Iranu, Persji.

Odwszanie8.

Dowódca kompanii, starszy sierżant zarazem szef w jednej osobie Józef Pędzierski9 oznajmił nam, że każdy z nas junaków wyfasuje 



nowy mundur wojskowy10. Do tego czasu nosiliśmy rosyjskie fufajki 11i podobne spodnie. 
...........................................................


1Koniec marca 1942r - dokładnej daty nie pamiętam.
2Statek rosyjski.
3Port rosyjski na Morzu Kaspijskim.
4Persja albo Iran.
5Port po stronie perskiej.
6Dużo ludzi i młodzieży wymiotowało.
7W tej republice rosyjskiej formorała się głównie armia polska  - Korpus pod dowództwem generała Władysława Andersa.. Byli to wszyscy wojskowi, więźniowie deportowani do Rosji po 17 tym września 1939 r. albo cywilni z różnych republik rosyjskich po amnestii w 1941 r.
8Taki negatywny termin przjął się wśród nas - pchły i wszy nas gryzły; co był przyczyną, że wielu chorowało na tyfus.
9Imienia sobie nie przypominam. Wędrował on z junakami aż do Nazaretu w Palestynie, gdzie był szefem kompanii.
10Był to mundur angielski; długie spodnie i bateldres (rodzaj marynarki) wraz z korkowym kapeluszem chroniącym nas od słońca.
11Watowane spodnie i marynarki noszone głównie w okresie zimowym.


Kazano nam to wszystko z siebie zrzucić. Bieliznę, zawszoną odzież, którą przywieźliśmy z Rosji kazano złożyć na piaskach brzegu. Był to ogromny wielki stos z wszystkich zawszonych ubrań. Ku naszej wielkiej radości i zadowoleniu wszystko zostało podpalone i tak dymiło się przez kilka dni. Zaprowadzono nas teraz wszystkich do łazienek pod prysznice, by można było zmyć z siebie wszystkie pokłady brudu. Poczęto nas szczepić. Zastrzyki były dość bolesne. Cała ta operacja odwszania, fasowania mundurów, bielizny osobistej, łaźni i szczepienia trwała kilka dni. To wszystko odbyło się na piaskach Pahlewi. Tu po raz pierwszy usłyszeliśmy jak młodzi Persowie zachwalali daktyle, jajka, pamarańcze wykrzykując ku naszemu zdumieniu: “tu kupować warone jajcy, hurma i kiszmisz” Skąd oni poderwali te jakieś dziwne słowa: “warone jajcy” - miało to znaczyć: gotowane jajka; hurma - bodajże daktyle; a kiszmisz - pomarańcze.
Po tym rycie oczyszającym, który trwał kilka dni, załadowano nas w duże drabiniaste wozy i wieziono do Teheranu12 . Przejeżdżaliśmy przez niebezpieczne i strome góry . Droga była kręta i wąska i wydawało się że tylko cudem uratowaliśmy się będąc prawie na samej krawędzi, brzegu przepaści. Dowiedzieliśmy się już w Teheranie na lotnisku, że zaistniały śmiertelne wypadki, jeden czy dwa wozy runęły w przepaść i wszyscy poginęli. Byli to inni polacy naturalnie, żołnierze, a nie junacy, którzy doznali tej śmiertelnej przygody. Podziwialiśmy kierowców, jak oni sprytnie dawali sobie radę; wprost szaleli przy kierownicy i tak pędzili poprzez te tereny, które dla nas wydawały się tak niebezpieczne.

Teheran - Obóz 18 kompanii junaków pod hangarami na lotnisku

W Teheranie ulokowano nas na wojskowym lotnisku w olbrzymich hangarach. Było tam 18 komapni. Nasza kompania, z Szacherziab i Kitabu , była znana jako Piąta Kompania. Obowiązywał nas tu codzienny wojskowy rygor; pobudka o godzinie 6.30 rano, gimnastyka przed hangarem, posiłki w oznaczonym czasie, nocny capstrzyk. Spaliśmy na ziemi mając do dyspozycji jedynie dwa koce, które nam dano w Pahlewi w porcie po wydostaniu się z Rosji.. Do południa mieliśmy ćwiczenia tzw musztry i różne pogadanki.
Na 3-go maja13 przybył do nas ks biskup Wojska Polskiego Józef Gawlina14 który udzielił niektórym z nas15 sakramentu Bierzmowania. W wolnym czasie z ciekawości oglądaliśmy przyległe hangary, gdzie znajdowały się rożne samoloty większe i mniejsze. Pewnego razu oprowadzający nas urzędnik, pilot - Pers - ukazał nam polski śmigłowiec16. Z wielką dumą odchodziliśmy z hangaru, gdy w pewnym momencie tenże pilot będący w hangarze wsiadł w samolot i kilka razy okrążył lotnisko. Dostrzegaliśmy z dołu jeszcze polskie barwy na nim.

.....................................................



12Stolica Iranu, Persji.
131942 r.
14Biskup Polowy - wojska polskiego na Środkowym Wschodzie. On też odwiedzał polskie oddziały w Rosji po amnestii 1941 r.
15Byłem tym który tam był bierzmowany. Obrałem sobie imię Bolesław  - bo mój brat Bolek mnie ciągle bronił przed innymi starszymi zlymi kolegami.
16Był to polski samolot podarowany szachowi przez marszałka Józefa Piłsudzkiego.

Po kilkutygodniowym pobycie w hangarach i codziennym wojskowym rygorze poprzez różnego rodzaju musztry i ćwiczenia, powiadomiono nas, że po drugiej stronie lotniska znajduje się polski obóz z rodzinami, które w tych dniach opuściły Rosję i przybyły do Teheranu. Wśród tych szczęśliwców znalazła się też i nasza Mamusia wraz z dwojgiem rodzeństwa Krysią lat dziesięć i Stasiem lat osiem oraz małą córeczką zaledwie trzechletnią Helą swej rodzonej siostry Marii Proć17, która bardzo ciężko zachorowała na Uzbekach i nie mogła być dołączona do grupy opuszczającej Rosję udającej się do Persji. Prosiła więc Mamusię, by zaopiekowała się jej córeczką Helą. Wyprosiłem przepustkę od kapitana naszej Piątej Kompanii i wraz z moim starszym bratem Bolkiem, mającym wtedy lat czternaście dotarliśmy do obozu, gdzie przebwała od kilku dni Mamusia, nasz największy skarb na ziemi. Był to znow moment wielkikej niedoopisania radości. Wkrotce po naszych odwiedzinach, cale rodziny cywilów kierowano na południe Persji do Ahwazu18. Mamusia z rodzeństwem i wielu innymi rodzinami przedostaje się do Karaczi19; skąd stakiem do Mombasy na wschodnim wybrzeżu Afryki Centralnej. W tej części Afryki; kloniach angielskich, w Tanganijce20, Kenii21, Ugandzie i Południowej Rodezji zamieszkiwali Polacy po różnych obozach przez wele lat (1942-48) Niektóre rodziny po II Wojnie Światowej wróciły do Kraju a inne zaś zostały skierowane do Anglii, jak moja Mamusia22 i ciocia Maria Proć.

Krótki pobyt w Iraku23

Nie wiem jak to się stało, że w pewnym momencie pobytu w hangarach na lotnisku wojskowym w Teheranie zachorowałem na odrę. Skierowano mnie i do szpitala, 

 ...........................................



17Ostatecznie wydostała się z Rosji i dopiero w Afryce odnalazła mamusię i swoją Helę w Tengeru w Tanganijce, dzisiejszej Tanzanii.
18Był to obóz z którego kierowano rodziny do różnych kolonii angielskich. Tak moja ciocia Waleria Zatorska wraz z sierocińcem była przetransportowana do Nowej Zelandii.
19W Pakistanie.
20Rzez pewien czas mamusia przebywała w Tengeru - olbrzymi obóz z rodzinami.
21Rongai - mijscowość gdzie Siostry Nazaretanki prowadziły szkołę. Mamusia pracowała w kuchni z siostrą Konstancją i często ją wspominała , pracując  w Anglii w Pittsford, gdzie Sióstry Nazaretaneki prowadziły  bardzo wzorową szkołę.  Siostry te ze swoja przełożoną matką Reginą dostały się do Anglii  i kontynuowały w Fittsford koło Northampton dzieło rozpoczęte w Afryce.
 22Kiedy dokłanie przybyła Anglii nie wiem; nigdy się o to nie pytałem. Zamieszała najpierw w obozie blisko Stafford - Wheaton Aston, gdzie kapelanem pod koniec lat 48-49 był ks. Nastałek. On to przybył z Palestyny i znał dobrze ks. kanonika Pietruszkę - opiekuna 3-ciej i 4-tej Stacji Drogi Krzyżowej w Jerozoloimie.
23To tereny biblijne; Abrahama i jego wędrówek z południa z ziemi chaldejskiej, miasta Ur. Jeszcze byłem za młody jak wielu z nas, by docenić pobyt i przeszłość - historię związaną z narodem izraelskim, kiedy przebywał tutaj w Niewoli Babilońskiej.

który znajdował bardzo blisko rozległego lotniska wojskowego, gdzie przez pewien okres czasu gromadzono wszystkie kompanie młodych, którzy cudownie wydostaliśmy się na wolność z Rosji. W trakcie mego pobytu w szpitalu wszystkie kompanie junaków dostały rozkaz wyjazdu do Iraku do olbrzymiego obozu nad jeziorem Habania; na północ od Bagdadu. Tam gromadzono niektóre oddziały wojskowe i nas junaków - młodzież -z Persji z Teheranu. Po dwu tygodniach, wypisano mnie i specjalnym transportem dołączyłem jeszcze z innymi kilkoma kolegami do Habania. Straszono nas tam i było to uzasadnione, żeby bardzo uważać na skorpiony i stonóżki których tu było mnóstwo na gorącym piasku - wprost plaga. Ukąszenie skorpiona w pewnym okresie roku, a szczególnie wczesną wiosną mogło być śmiertelne. Był taki wypadek, że jakiś wojskowy stał się ofiarą ukąszenia i zmarł. Były tam okropne upały. Każdy z nas musiał nosić korkowy hełm, chroniący nas przed udarem. Po obiedzie nie można było wychodzić z namiotów; była to godzina przymusowego odpoczynku tzw. Siesta.

Palestyna 1942-1947

Obóz BASH-SHID Znów inna daleka uciążliwa podróż. Po kilkutygodniowym postoju nad jeziorem Habania zdecydowano, nas wszystkie kompanie junaków, przerzucić samochodami poprzez pustynne tereny Iraku, Transjordanię do Palestyny do Gedery24 a następnie do obozu Bash-shid’u25. Było wtedy piękne lato. W trakcie jak wkraczaliśmy do Palestyny i przejeżdżając przez miejscowe kibuce26 witali nas polscy Żydzi okrzykami: “To nasi”. Było ich sporo, bo zawędrowali do Palestyny w latach 1930-tych tak z Polski jak głównie z Niemiec. Tu na nowym miejscu postoju, w rozległym obozie, dzień w dzień odbywały się różne ćwiczenia i musztry; przed południem, a po sieście (siesta27) lekcje z naszymi wychowawcami i nauczycielami, podobnie jak w Teheranie28. Tu również doznałem poważnej przygody. Budząc się rano na gimnastykę i apel dostrzeżono u mnie, że moje prawe oko miałem strasznie zakrwawione. Natychmiast do obozowego lekarza i dostałem skierowanie do Sarafand29 do angielskiego szpitala na sekcję z chorobami oczu.
Byli tam wyłącznie wojskowi; ja jedynie chłopaczek, jedenastolatek. Ku memu zdziwieniu spotkałem tam pewnego wojskowego w randze kaprala, który brał udział w bitwie pod Tobrukiem30. Był na tym samym oddziele co ja. Było mi przyjemnie rozmawiać z nim,

...................................................................... 



24W pobliżu Rehodu, na trasie do Tel-Aviv.
25Były tu dwa obozy. Jeden dla polskich  żołnierzy, oraz nasz junacki po drugiej stronie drogi widącej do Gedery, odległeji kilka kilometrów. Od czasu do czasu kompaniami maszerowaliśy tam do kina.
26To są sady cytrusowe: pomarańcze, cytryny itd. Jest to słowo hebrajskie.
27Odpoczynek popołudniowy. Słowo włoskie.
28W Teheranie, Persji  i Habania ,Iraku nie mieliśmy jeszcze normalnych lekcji.
29Angielski obóz szpital w pobliżu Tev-Aviv.
30Znana bitwa niedaleko Egiptu po stronie Libii. Brały w niej oddziały udziały Brygady 

bo jeszcze wtedy nie znałem języka angielskiego. Po kuracji, która trwała miesiąc wróciłem do Bash-shid do kompanii, która wywodziła swe początki jeszcze w Szaherziab, Rosji. Dołączyłem do Bolka mego starszego brata po raz ostatni. Nastąpiła tu nasza gorzka rozłąka. Na mocy wstępnych egzaminów Bolek został skierowany do Egiptu, do Tel-El-Kebiru, a mnie jako jednego z najmłoszych z Piątej Kompanii przydzielono do Młodszej Szkoły Powszechnej, którą ulokowano w Nazarecie, w przepięknej posiadłości Księży Salezjanów, zakładzie, budynkach szkolnych Jezusa Młodzieńca. 

Władze junackie zadecydowały poprzez wstępne egzaminy, jak już wspomniałem przeprowadzić selekcje i poprzydzielać wszystkich junaków do różnych szkół; które postanowiono zorganizować na terenie Palestyny i Egiptu31. Zdałem egzamin do trzeciej klasy szkoły powszechnej32 , aczkolwiek przed wojną ukończyłem jedynie pierwszą klasę. Nasza wychowawczyni i nauczycielka Janina Filipowicz gromadziła nas w Bash-Shidt trzecią klasę w namiocie. Czytała nam urywki z pewnego podręcznika.. Jeszcze wtedy nie mieliśmy żadnych książek czy odpowiednich podręczników33. Uczyliśmy się bardzo dużo wierszów na pamięć. Lubiałem te cudowne patriotyczne wiersze i wszystkie wpisywalem sobie do specjalnego zeszytu. Często deklamowałem wobec kolegów w klasie. Pani nauczycielka mnie ciągle wybierała, bym je również deklamował na występach na scenie na różnych patriotycznych akademiach.
 

Utkwił mi bardzo w pamięci pierwszy wyjazd z Bashi-Shid do Jerozolimy. W Starym Polskim Domu34 w dniu 15-go sierpnia 1942 r. deklamowałem wiersz Lechonia “Matka Boska Częstochowska”. Byłem oszołomiony Jerozolimą. Z tego wyjazdu bardzo dużo pamiętam, co wtedy zwiedzaliśmy. Był to mój pierwszy występ przed publicznością. Zbliżała się jesień. Przechodziły nad nami co raz to częstsze burze; zrywały namioty. Zaczęła się pora deszczów35 Były wypadki, że prawie wszystkie namioty pod którymi spaliśmy w całym obozie, wiatr i burza zerwały z palików i znaleźliśmy się przykryci pod nimi. Te nocne burze i silne wiatry dawały się nam mocno we znaki. Może dlatego przyśpieszono nasz wyjazd
...................................................................................................... 



Karpackiej.
31Całe te tereny na Bliskim Wschodzie były pod protktoratem angielskim: Persja, Irak, Transjordania (taka była ówczesna nazwa dzisiejszej Jordani), Egipt, Liban.
32W Nazarecie na terenie posiadłości  księży salezjanów zorganizowano Młodszą Szkołę Powszechną w odróżnieniu od Starszej Szkoły Powszechnej, która stacjonowała w Qastina, a następnie  w Barbarze blisko Aszkelonu biblijnego i przy drodze wiodącej do Gazy.
33Wkrótce po przyjeździe do Nazaretu dostarczono nam podręczmiki. Były one drukowane w Jerozolimie i Tel-Aviv.  Mieliśmy dostęp do beletrystyki. Zorganizowano nam piękne biblioteki, z których mogliśmy korzystać.
34W wiele lat później (1973-1996),  już jako ksiądz i przewodnik po Ziemi Swiętej zwiedzałem ten dom z grupami pielgrzymów z Anglii.
35Klimat śródziemnomorski: dwa okresy deszczu i suszy. 

najmłodszych do Galilei, na północ do samego biblijnego Nazaretu36.
Nastąpił dzień wyjazdu całej szkoły; trzech kompanii do Nazaretu37. Było nas wtedy 368` uczniów nie licząc personelu nauczycielskiego i osób zwązanych z administracją38 Dokładnej daty nie pamiętam; było to bodajże 22-go października39 Nastąpiło ogólne pakowanie się. Kazano nam powkładać wszystko co mieliśmy do dużych worków. Zeszyt, z którym się nigdy nie rozstawałem i był mi tak bardzo drogi sercu i był moim jedynym skarbem , wsadziłem do materaca na którym spałem, sądząc, że po przyjeździe na nowe miejsce, odnajdę go. Niestety, materaca tego już nigdy nie odnalazłem . To mnie przez pewien czas napawało smutkiem i żalem, że ten skarb, gruby zeszyt z wierszami, tak drogie dla mnie na zawsze utraciłem.

NAZARET 19.X. 1942 - wrzesień 1945.

Tu w przepięknym salezańskim zakładzie ukończyłem cztery klasy Szkoły Powszechnej. W trzeciej klasie naszą nauczycielką była Janina Filipowicz40 Byłem u niej prymusem i pamiętam, że na Boże Narodzenie 1942 r. otrzymałem nagrodę w postaci pięknej teczki wraz z Wiktorem Basem41, moim kolegą z którym siedziałem w tej samej ławce. Z tego roku Trzeciej Klasy zapamiętałem sobie dobrze nazwiska niektórych kolegów: Julek Wypych42 od Zaleszczyk; dwaj bracia Domańscy - młodszy ciągle walczył ze starszym Marianem, który stracił jedno oko; Józef Andrzejczuk43; Andrzej Burczak; Łopato Janek44; Kazimierz 

............................................................ 
 

36Tu jak wiemy, anioł Gabriel oznajmił Maryi wolę Bożą, którą przyjęła, że zostanie Matką Mesjasza - Jezusa. Wiele scen z Biblii, z życia Najświętszej Rodziny i działalności Jezusa związane jest Nazaretem w Galilei.
37Miejsce zamieszkania Pana Jezusa, Maryi i Józefa.
38Odwiedzając muzeum gen Wł Sikorskiego w Londynie w latach 1980-tych przpadkowo; natrafiłem na te dane statystyczne, które  bardzo dobrze zapamiętałem.
391942 r.
40W Egipcie w Tel -El- Kebir - szkole mechanicznej, zawodowej wyszła za mąż za nauczyciela Józefa Bazylewicza. W Anglii w Reading, Berks  osiedlili się ci państwo; a Opatrzność Boża tak sprawiła, że  byłem ich proboszczem w latach 1981-1985.
41Na zjeździe Kadetów w 1987 Windsor Kanada - Detroit , Orchard Lake spotkałem go; był wtedy właścicielem hotelu w Kanadzie. Rozstaliśmy się w 1943 r. kiedy Wiktor był przydzielony do Te-El-Kebir, Egipt do Junackiej Szkoły Mechanicznej, gdzie też przebywał mój brat Bolek.
42Miałem to wielkie szczęście spotkać go w Hastings, Nowej Zelandii   w lutym 1999 r.; ugościł mnie bardzo serdecznie i przedstawił całą dużą rodzinę.
43Zaszczycił mnie prosząc, bym pogosławił małżeństwo jego córki. Mieszka wraz Tadziem Burczakiem w Manchester, Anglia. Obaj prowadzili zakład szycia teczek. Podarował mi bardzo zgrabną teczkę wtedy.



Kucharski45; Boryń bodajże Bolesław, ale imienia jego teraz po tylu latach dokłanie nie kojarzę; Władek Czóbkowski46; Łysik Władek47; Gryckiewicz Teodor; Gryckiewicz Bazyli48; Wypych Julian z którym jestem w stałym kontakcie – obecnie trzyma się bardzo zdrowo w Nowej Zelandii..
W czwartej klasie naszą wychowawczynią i nauczycielką była pani Karolina Dominiakowa49. Ona mnie również bardzo lubiała i ciągle dawała mi wiersze, bym je deklamował na różnych akademiach. Tu w Nazarecie nieustannie występowałem na przeróżnych akademiach; deklamowałem przy akompaniamencie fortepianu50 piękne patriotyczne wiersze. Szkoła nasza na Boże Narodzenie w 1943 r. wystawiła jasełka Rydla. Rolę “Bacy” grał sam nasz kapelan ks. Antoni Guzik, który pięknie śpiewał i grywał często na fisharmonii w zakrystii przylegającej do “Bazyliki Jezusa Młodzieńca51”.
W piątej i szóstej klasie jako wychowczynię miałem panią Eugenię Ignaszewską52. Ona 

............................................................................


44Nazywaliśmy go “Tarzan”, bo skakał z jednej gałęźi na drugą w sosnowym  lasku przy “harcówce”. Harcówka - mały domek w tymże lasku   oddany do dyspozycji harcerzy, którymi kierowała pani Helena Pietrzykówna.
45Spotkałem go w Kanadzie w Toronto na Zjeździe Kadetów we wrześniu 2002 r. Grał bardzo dobrze w palanta, wybijając piłkę - kampę - bardzo wysoko i to sprawiało, że trudno ją było złapać. Był jeszcze inny Kucharski o tym samym nazwisku, ale o wiele niższy wzrostem.
46Jego matka pracowała w kuchni wraz z panią Misa.
47Często chodził do pobliskiej arabskiej wioski i podchwycił sporo słów.
48Był mocno zbudowany i dobrze grał w dwa ognie. Był w Tel-EL-Kebir szkole mechanicznej od 1943 r. Zmarł w Egipcie w 1944 r.
49Myśmy ją wszyscy bardzo ją kochali i szanowali. U niej nikt w ciągu roku nie mógł otrzymać notę “bardzo dobrze”, jedynie na końcu roku. W Czwartej Klasie uczyła nas geografii. Mnie bardzo rozkochała w tym przedmiocie. Każdy uczeń miał wyrysowane granice Polski przedwojennej i stopniowo oznaczaliśmy rzeki, województwa, poszczególne miasta itd. Uczyła nas jak sporządzać mapy plastyczne oznaczając na ich warstwice itd.
50Oficjalny organista salezjanin,  brat zakonny Edgard, pięknie grywałał   na organach w kościele Jezusa Młodzieńca i często akompaniował moje recytacje na scenie.
51Taki był oficjalny tytuł “Jesus Adolescent” naszego pięknego kościoła na górze u salezjanów.
52Już jako ksiądz, marianin  spotkałem ją w Londynie, a nawet miałem ten zaszczyt ją grzebać. Po drugim mężu doktorze znana  jako Poźniakowa.  Należała do parafii św. Andrzeja Boboli, kiedy proboszczem tam był ks.  Prałat Kazimierz Sołowiej.Pamiętam jej szczególnego ucznia,


uczyła nas historii. Naszym katechetą przez pierwsze trzy lata był saezjański kleryk Paweł Michałek53 Kapelanem był bardzo lubiany przez nas ks. Antoni Guzik SDB54, który po odejściu Pawła Michałka na dalsze studia teololgiczne do Qremisan zaledwie kilka km na południe od Betlejem, był naszym katechetą.
Inne nazwiska, głównie kadra – dowódcy szkoły, a był ich kilku - wychowawcy niektórych klas; oto te które mi utkwiły bardzo w pamięci, z pobytu w Nazarecie:
Łabanowski kpt – pierwszy Komendant Szkoły – przebywał z nami zaledwie kilka miesięcy;
Komendant Szkoły - kpt. Bułyha Jan; Wspominam go bardzo dobrze, bo na imieniny Władysława otrzymywałem dużą czekoladę; co jak dla młodego junaczka sprawiało dużą przyjemność i wyróżnienie, a nie mówiąc już, jakich radości doznawało moje podniebienie.
Trzecim z kolei Komendantem od 20 października 1944 kpt Sabanowski Antoni.
Kierownik Nauczania - ppor Mossakowski Witold - pierwszy Kierownik Szkoły – piastował ten urząd jedynie rok;
Drugi Kier. Nauczania por. Alfred Michalak55 - przez ostatnie trzy lata był kierownikiem szkoły i uczył historii w 4-tej klasie;
Franciszka Howorko56 nauczycielka religii przez pewien okres czasu, kilku miesięcy kiedy jeszcze przebywaliśmy pod namiotami w Bash-Shid na pustyni obok Gedery, i wychowawczyni jednej z klas;
dr. Frendlich58 lekarz szkolny – z zasady, każdego tygodnia, mieliśmy przegląd lekarski.
Pani Schwetz59 - sekretarka - miała swoją kancelarię gdzie nieustannie urzędowała.

....................................................................................


 53Ukończył on filozofię w Qremizanie – Wyższym  Seminarium Duchownym, blisko Betlejem.
54Salezjanie Don Bosco. Założycielem zgromadzenia był św. Jan Bosko, włoch (1815-1888).
55Spotkałem go kiedyś w latach 60-tych, gdy przebywałem w Fawley Court, Divine Mercy College, Henley-on-Thames, Oxon  w charakterze nauczyciela i kapelana RAF’u niedaleko High Wycombe, Bucks. Anglia.
56Wróciła do Kraju do Lodzi, do swej córki w1946 r.
58Znał dobrze jęz. angielski. Był tłumaczem gdy odwiedził naszą szkołę w Nazarecie jeszcze wtedy jako arcybiskup wojska amerykańskiego,  kardynał Spellman.
59Miała w szkole u nas na “górze”  (zakład salezjański dominował nad całym Nazaretem zbudowany na wzgórzu i stąd takie było nasze określenie) syna Marka i córkę w Szkole Młodszych Ochotniczek w zabudowaniach Ojców Franciszkanów, które przylegały do Bazyliki Zwiastowania. Oba te obiekty tak salezjański jak franciszkański były wypożyczone dla

Halina Pietrzykówna prowadziła gimnastykę, sporty i była opiekunką drużyny harcerskiej “Króla Jana III Sobieskiego”.
W kuchni pracowały dwie osoby i przyrządzała nam smaczne potrawy: pani Misa i pani Czóbkowska.
Sierżant Bogdanowicz – szef Drugiej Kompanii. Jak to bywa wśród chłopców, co nas napawało śmiechem, bo na zbiórkach często nas jeszcze niezdyscyplinowanych groził powiedzeniem: “ ja z ciebie duszę wypędzę”., jeśli ktoś z nas nie wykonywał jego pouczeń, szczególnie na zbiórkach.
Falkiewicz Amalia - uczyła śpiewu i prowadziła szkolny chór.
Wołkowa Maria - nauczycielka i wychowawczyni Pierwszej Klasy w której był mój młodszy kolega Władek Bosak, którego dobrze pamiętam z kolonii Waniów, skąd nas deportowano do Rosji i przebywaliśmy w tym samym posiołku Czary, bo taka brzmiała ta dziwna nazwa na Uralu..
Pozostaną w mej pamięci jeszcze miłe i niezatarte wspomnienia z tego okresu, kiedy byłem w szkole powszechnej w Nazarecie:
1. Tu zostałem głównym ministrantem po odjeździe Trzeciej Kompanii w 1943 do Barbary . Moi koledzy po fachu: Tadzio Stocki60, Jan Skibiński61. Przez jeden rok dzień w dzień służyłem do Mszy św. w klasztorze Sióstr Karmelitanek, gdy nasza najstarsza kompania zamieszkiwała klasztorne pomieszczenia tzw. “Messy” w sąsiedztwie monasteru Karmelitanek. Na uroczystość św. Józefa 19 marca 1944 r. przybył do Nazaretu Patriarcha Jerozolimy. Odprawił uroczystą Pontyfikalną Mszę św. w kościele św. Józefa. Był to kościół garnizonowy Szkoły Młodszych Ochotniczek, dziewcząt zamieszkałych w budynkach OO. Franciszkanów przyległych do Bazyliki Zwiastowania. Nasz chór szkolny - junacki, kościelny - prowadzony przez kleryka Pawła Michałka śpiewał podczas Mszy św. Patriarcha był bardzo wzruszony i wielce zbudowany naszym słowiczym dyszkantem, śpiewem; w nagrodę obdarował nas dwoma koszami słodyczy i smakołykami. Ach, jaka to była frajda, uciecha dla nas i wyróżnienie!
2. Tu wstąpiłem do drużyny harcerskiej w 1943 i jako “młodzik” i zastępowy, złożyłem przyrzeczenie harcerskie 6 sierpnia na Gorze Tabor na ręce druha komendanta Ignacego Płonki62. Z dumą piastowałem funkcję zastępowego. W moim zastepie „Lwy”miałem młodszego od siebie kolegę, którego bardzo pokochałem. Był to Wadzio Kniaziowski63


...........................................................
  młodzieży przez polskie władze Ministerstwa Oświaty i Delegaturę w Jerozolimie.
60Tadzio ju nie żyje; zmarł w Leeds w Anglii w latach 1980-tych.
61Janek mieszka w Kanadzie. Obydwaj byli bardzo dobrymi uczniami, gdy byliśmy razem w Szkole Kadeckiej (1945-1947) w Barbarze, obok Aszkalonu, Palestyna.
62Był on komendantem wszystkich harcerzy w szkołach junackich w Palestynie i Egipcie w latach 1942-47). Brał czynny udział w życiu Emigracji.  Zmarł w Londynie (2002 r.) w ośrodku dla starszych osób prowadzonym przez Siostry Imienia Jezus na Ealingu. Na kilka dni przed śmiercią miałem sposobność go odwiedzić.
63Po latach odnalazłem go USA; mieszka w stanie Newada; żonaty z Irlandką. Byłem zawsze z podziwem i wprost zazdrosciłem mu, że pięknie modlił się do Matki Najświętszej i znał kilka modlitw do Niej, których ja nigdy przedtem nie słyszałem.

 Opiekunką naszej drużyny harcerskiej imienia Króla Jana III-go Sobieskiego była pani Halina Pietrzykówna64, a przybocznym był mój kolega Bazyli Ławrynowicz65. Od czasu do czasu z Barbary, dojeżdżał do Nazaretu kadet Zdzisław Szopis66 w charakterze pomocnika.
3.Odwiedził naszą szkołę ks. biskup Józef Gawlina67, biskup polowy w okresie II Wojny Światowej.
4.Wielką niespodzianką była wizyta amerykańskiego arcybiskupa Spellmana - jeszcze wtedy nie był kardynałem, ale pełnił funkcję biskupa polowego armii amerykańskiej. Jako dar dla szkoły pozostawił pewną sumę pieniedzy i zlecił naszym władzom szkolnym, by zakupili dla każdego junaka jedną parę sandałów. Te jego szlachetny gest –sandały- tkwił mi bardzo w pamięci.
5. 8-go grudnia 1943 r. nasz kapelan ks. Antoni Guzik zorganizował wycieczkę do Haify na Górę Karmel. Wszyscy uczniowie zostali przyjęci do szkaplerza. Służyłem tam do Mszy św.; mieliśmy wspólne pamiątkowe zdjęcie przed klasztorem. Niektórzy koledzy zakupili sobie tam piękne figurki Matki Boskiej Szkaplerznej.
6. Również dzięki staraniom ks. Antoniego Guzika w okresie letnim cała szkoła maszerowała z Nazaretu do Kany Galilejskiej, gdzie mieliśmy Mszę św.68 w kościele Ojców Franciszkanów, który został wybudowany na miejscu dokonanego cudu przez Pana Jezusa. Kana jest bardzo blisko Nazaretu, zaledwie cztery kilometry na trasie do Tyberiady.
7. Nasz kochany i bardzo lubiany ks. kapelan Antoni Guzik zorganizował dla całej szkoły wyjazd do Jerozolimy i do Betlejem69.
8. Generał Kazimierz Sosnkowski odwiedza naszą szkołę, u księży salezjanów.
9. Część Drugiego Korpusu generała Wł. Andersa, przed wyjazdem do Włoch, odbyła manewry wojskowe w Galilei. Niektórzy dowódcy jak gen Szyszko-Bogusz zatrzymał się u nas, na terenie szkoły, jako główną kwaterą. Taki to obraz wydarzeń ciągle przesuwa się przed moimi oczami.
10. Nie mogę tu nie wspomnieć nazwisk dwóch bardzo młodziutkich junaków: Nazarewicza70 i jego kolegi Władzia Baruta71.

.....................................................................

 64Prowadziła również sporty i gimnastykę w całej szkole. Lubieliśmy grać w palanta i dwa ognie.  Po liikwidacji szkół junackich na Bliskim Wschodzie 1947 r.  wyjechała do Argentyny z Anglii w latach 1950-tych.
65Był wzorowym uczniem; opowiadano o nim, że będąc w Anglii po rozwiązaniu Szkoły Kadetów miał się udać do Argentyny.
66W atach 1981-1985 kiedy byłem proboszczem polskiej wspólnoty w Reading, Berks. Anglia pan Szopis był członkiem Rządu Polskiego na Emigracji z siedzibą w Londynie; udzielał się społecznie i często przewodniczył na rocznych zebraniach Związku Kadetów w POSK’u w Londynie. Był on też profesorem historii w katolickiej szkole w Reading .
67Dokładnej daty nie pamiętam; był to rok 1943.
68Była to niedziela, kiedy Ewangelia opiewała gody w Kanie. Wszyscy chłopcy byli częstowani winem. My ministranci: Janek Skibinski, Tadzio Stocki jeszcze w zakrystii popijaliśmy wino, będąc częstowani przez ówczesnego zakrystianina.
69Dokładnej daty nie pamiętam; był to rok 1944.

10. Nie mogę tu nie wspomnieć nazwisk dwóch bardzo młodziutkich junaków: Nazarewicza70 i jego kolegi Władzia Baruta71.

OBÓZ BARBARA w pobliżu Aszkelonu mieścił :

a) Dowództwo Szkół Jnackich w Palestynie (1943-47)
b) SSP - Starszą Szkołę Powszechną w odróznieniu od MSP Młodszej Szkoły Powszechnej w Nazarecie (1942-46)
c) JSK - Junacką Szkołę Kadetów: wrzesień 1945-sierpień 1947.
W Nazarecie po ukończeniu szkoły powszechnej Szóstej Klasy mieliśmy wstępne egzaminy do gimnazjum. Ci, którzy pomyślnie zdali egzamin, zostali przetransportowani z Nazaretu do Barbary72. Moi Koledzy z Nazaretu, których nazwiska dobrze pamiętam, a z którymi do obecnej chwili utrzymuję żywą korespondencję oznaczyłem tłustym drukiem. Wiele juz nie żyje oznaczyłem krzyżykiem.
+ Grabarek Zygmunt rocznik 1930
Gurgul Władysław 1930
+ Guścin Zbigniew 1931
+ Kowalski Józef 1931
+ Ławrynowicz Bazyli 1930
Łopato Jan 1930
+ Marcinowski Marian 1930
+ Misa Tadeusz 1930
Raciborski Jerzy 1932
Skibiński Jan 1930
Sroka Tadeusz 1929
Starzyk Kazimierz 1929
+Stocki Tadeusz 1930

....................................................................

70Jego matka pracowała na izbie chorych w chrakterze siostry szpitalnej; zawsze towarzyszyła doktorowi Frendlichowi przy jego tygodniowych przeglądach lekarskich. W latach 1981-1985 mieszkała już jako wdowa w Reading, gdzie byłem proboszczem dla polskiej wspólnoty katolickiej.
71Było to na Florydzie w porze letniej 2001 r. Niespodziewanie przyjechał swoim wozem z Maiami. Spędziliśmy wtedy jedyn tydzień razem. Niedawno wydał drukiem (2003 r.) Pięknie opracowaną książeczkę: “The Rosary, Music to Heaven’s Ears”. Sam jest wielkim propagatorem nabożeństwa różańcowego. Dał mi w prezencie jeden egzemplarz tej swej pięknej pracy. Tu podaję jego adres, (W. Barut, 1750W.56 St., Hialeah, FLA; telefon 305-819-3166),  bo można nabyć u niego tą przepiękną książeczkę, którą jak czytam, sam wymodlił. Spotkałem go w domu mego kolegi Dr. Krzysztofa Flizaka.
72Miejsce postoju Szkoły Kadetów, Starszej Szkoły Powszechnej i Dowództwa wszystkich Szkół Junackich rozsianych w Palestynie i Egipcie w latach (1943-1947) do wyjazdu do Anglii w sierpniu 1947 r. Dowódca ówczesny podpułkownik dyplomowany Kazimierz Ryźiński roztaczał władzę nad szkołami: Beit-Nabala - Junacka Szkoła Mechaniczna; Sarafanda - Junackie Gimnazjum Mechaniczne; Kiriat-Mockin  - Junacka Szkoła Mechaniczna i Liceum Mechaniczne; Heliopolis - Lotnicza Szkoła Tecniczna w Egipcie; Mena - Junacka Szkoła Lączności, Egipt; Tel-El-Kebir -Junacka Szkoła Mechaniczna; Nazaret - Szkoła Młodszych Ochotniczek; Nazaret u salezjanów - Junacka Szkoła Powszechna i Gimnazjum Kupieckie.

Stranc Mirosław 1932
+Surowiec Edward 1930
+ Teisler Franciszek 1930
Trzankowski Marian 1930
+ Wiśniowski Zbigniew 1931
Wojtkiewicz Kornel 1932
Wypych Julian 1929

W Barbarze było 5 kompanii i takie było ich rozmieszczenie .
1sza Należałem do najmłodszej - Pierwszej Kompanii, która miała swoje namioty na przeciwko obozowego kina. Po lewej stronie sąsiadowała z nami
2-ga Kompania
po prawej 4-ta Kompania. Do niej należeli wszyscy uczniowie Liceum Drogowego.
3-cia Kompana . i 5ta Kompania dalej po prawej stronie blisko tzw. pardesu – sadu - reozciągały sie namioty Trzeciej Kompanii - głównie uczniowie IV klasy gimnazjalnej ;
5-tej Kompanii uczniowie Liceum Humanistycznego na przeciwko boiska piłki nożnej.
Budynki szkolne, baraki, mieściły się przy głównej drodze Beit-Jirja, Gaza - Jaffa.
Miałem też wielki przywilej że 29-go listopada 1945 r. byłem mianowanym stopniem kadeta wraz z innymi moimi kolegami z Nazaretu, których nazwiska powyżej wymieniłem. Tu wspomnę mych dwóch serdecznych i kochanych:
a/.Antosia Atelmacha. (Z nim utrzymuję stałą serdeczną i koleżeńską korespondencję. Spotkałem go już wiele razy na tzw. wspólnych Zjadach Kadeckich w Kanadzie., a ostatnio w 2002 w Toronto na Zjeździe
ATONI STELMACH - archietekt; np w Montrealu budował olbrzymi stadion olimpijski
68 Av De Winston Circle
Pointe-Claire, Montreal
QC H95 4X6
Tel:514-697-0683
Email: antoni.stelmach@yahoo.com
Canada

b/.Mirka Stranca Lekarz - specjalista od chirurgii plastycznej; jeździ po całym świecie. Nawet Arabom na Bliskim Wschodzie zmienia twarze, nosy itp Jeśli ktoś chciałby np zmienić dostrzegalny kształt nosa, twarzy ciała; tylko do niego. Dokna tego dla swych klegów, jak uważam z pewną zniżką.
Tel: 807-548-1044
Email mirek.stranc@gmail.com
Jak widzimy obaj maja doskonały kontakt z całym światem.
Tej uroczystej ceremonii pasowania na „KADETA”dokonywał sam Dowódca Szkoły major Władysław Winiarski. Jedynie uczniowie, którzy odznaczali się dobrymi postępami w nauce i wzorowym zachowaniem byli dopuszczani do tej nominacji, jak powtarzam “PASOWANIA NA KADETA”73”

 ..................................................



73Taka była oficjalna urzędowa nazwa.


 Nosiliśmy piękne naramienniki z literami JSK, a na furażerkach odznakę słońca. Byli uczniowie w szkole, którzy niestety, aż do małej matury nie byli pasowani. Było to wyróżnienie ucznia. Szkoła nasza kontynuowała tradycje z przed Wojny, a sięgała korzeniami do czasów z przed Pierwszego Rozbioru Polski,do czasów króla Augusta Poniatowskiego.
W Barbarze - ukończyłem dwie klasy gimnazjalne do chwili odjazdu do Anglii do Bodney blisko Brandon w hrabstwie Norfolk w sierpniu 1947 r. Z tego okresu w Barbarze wspomnę niektóre nazwiska personelu nauczycielskiego i dowódców:
Stefan Legeżyński - wychowawca naszej pierwszej klasy gimnazjalnej; uczył nas geografii;
Wacława Całowa, bardzo przez wszystkich respektowana - nauczyciel historii;
Pan Kołkowski - polonista; przez wiele lat przed woją zamieszkiwał we Francji.
Pani Aniela Bałkowska - profesorka matematyki;
Porucznik Stanisłw Ursztein74 - śpiew i muzyka;
Porucznik Bolesław. Wilkoszewski - nazywany “lupus” z łaciny - wilk;
Kapitan W. Gorczyński - Dyrektor Szkoły - Nauczania;
Major Władysław Winiarski - Komendant Szkoły;
Porucznik Stanisław Mazurkiewicz - biolog i wychowca naszej w Drugiej Klasy;
Podporucznik St. Niewiadomski - gimnastyka i sporty;
Chorąży Bąk - szef pierwszej kompanii;
Kapitan S. Gut - dowódca Pierwszej Kompanii;
Ks. Kazimierz Kozłowski75SJ - kapelan;
Ks. Lorenc SJ- katecheta;
Ks. Aleksander Hołowacz - katecheta;
Porucznik A. Stankowski - geografia;
Porucznik Skrakowski - gimnastyka, sporty - szczególnie koszykówka i siatkówka - przed wojną należał do reprezentacji Polski.. Imponował nam młodym zapalonych jego serwami w siatkówce i grą w kosza
Cóż wiecej pamiętam?. Były to lata sielskie anielskie!. Nie zdawłem sobie dokładnie sprawy, że po wprost cudownym wydostaniu się z Rosji , to Ziemia Święta, 

.......................................................................

74Po wojnie wrócił do Polski i pracował w Wielkim Teatrze w Warszawie przygotowując solistów.  Odwiedzając Polskę w 1966 r. byłem w Teatrze kiedy on  tam pracował, ale był bardzo zajęty i nie mogłem go zobaczyć. Odwiedzał Londyn, jak dowiedziałem się od kolegów kadetów. On zorganizował w Palestynie występy:  Halkę i Straszny Dwór. Zespół kadetów biorący udział w różnych rolach jeździł po niektórych miastach jak Jerozolima, Tel-Aviv, a nawet występował w Kairze w Egipcie.  Podczas Mszy św. niedzielnej przy barakach szkolnych, na otwartym powietrzu, grał w Barbarze na fisharmonii i często śpiewał “ Ave Maria Karola Gaunod’a.  Konwertyta z Judaizmu.
75Jezuita; zapalony harcerz; pracował w Południowej Rodezji jako misjonarz; odwiedził mnie w Anglii 1965 r gdy pracowałem w Fawley Court w szkole (1962-70) “Divine Mercy College” jako nauczyciel łaciny i geografii oraz kapelan RAF’u obok High-Wycombe, Berkshire.

ziemska ojczyzna Jezusa, Maryi i Józefa. Posłużę się jedynie cytatem z Bibliii, by wyrazić moje niezgłębione uczucia wdzięczności za te lata SIELSKIE I ANIELSKIE i tym, całej kadrze, którzy mnie i mych kolegów duchowo i umysłwo kształcili: „ O Jerozolimo, gdybym zapomniał o Tobie, niech przyschnie język do podniebienia mego”

Słowo od autorki:

Dzięki Adamowi Szeludze, który naświetlił postać Księdza Władysława Gurguli, otrzymałam oryginał wspomnień, które za zgodą Księdza publikuję.


♦MIŁY GOŚCIU♦

Dziękuję za czas, który poświęciłeś, aby tu być .
Mam nadzieję, że powrócisz jeszcze na ten Blog.



♦Wszelkie prawa zastrzeżone ♦

Przedruk, kopiowanie, publikowanie i użytek w celach komercyjnych wymaga zgody autorki bloga.
.